piątek, 24 kwietnia 2015

Rozdział 11

,,Po chwili oderwał się ode mnie i ledwo łapiąc oddech powiedział: -Jeszcze tu wrócę, zobaczycie" Następnego dnia:
Z perspektywy Marcy:

Przedostatnia lekcja dzisiejszego dnia dobiegała końca. Jeszcze tylko wf i do domu. Po dzisiejszym maratonie kartkówek mam dość. Nauczycielka geografii zwana potocznie- Mapą pytała wszystkich przy tablicy. Ja dostałam -5 więc z głowy mam naukę na poprawę. Całą lekcję gadałam z Rose, ale kątem oka spoglądałam na Jasia.
-Co ty się tak na niego patrzysz, co?- zapytała bawiąc się kosmykiem czerwonych włosów
-Spadaj wcale nie patrzę na niego- wywróciłam oczami
-Mmm, podoba Ci się, co nie?
-No coś ty. Porypało? Znam gości milion razy przystojniejszych niż on- zaprzeczyłam
-Robert Pattinson się nie liczy, słonko.- uśmiechnęła się wrednie, ale ja nie dałam za wygraną
-No a kto z nim gada ciągle na facebooku?- uśmiechnęłam się widząc na jej twarzy rumieńce Zadzwonił dzwonek. Wszyscy wybiegli w niesamowicie szybkim tempie. Teraz mieliśmy dłuższą, bo dwudziestominutową przerwę. Idąc przez korytarz Rose nagle zauważyła karteczkę przyczepioną do ściany. Było tam wyraźnie napisane ,, Uwaga, uwaga!! Marcy Euphory daje dupy!! usługi od poniedziałku do piątku!! Wszyscy chłopcy mile widziani" Wpadłam w furię. Zacisnęłam pięści. Zerwałam kartkę i podarłam ją. Przez moją głowę przeszło tysiące twarzy. Kto mógł to napisać. Nagle podbiegła do mnie Rita. Miała rozciętą wargę i była cała poobijana
-To...to Carmelia. Chciała zemsty.-Powiedziała ledwo łapiąc oddech.
Rose natychmiast zaczęła dzwonić do rodziców Rity. Zgniotłam resztki przedartej kartki. To jasne jak słońce, kto inny pragnie zemsty tak jak ona? Pobiegłam jej szukać. Po kilku minutach znalazłam ją obok szatni.
-O witaj, i jak się biznes rozkręca?- zaśmiała się szyderczo.
Może i jestem wściekła, ale napewno nie dam się poniżyć tej wariatce. Nie miałam zamiaru się z nią bić, bo po pierwsze jest ode mnie o głowę niższa, a po drugie - muszę trzymać klasę. Mimo woli chwyciłam ją za nadgarstek mocno wciskając w nią swoje paznokcie
-Słuchaj mała- powiedziałam niskim, groźnym głosem - kto zadziera ze mną, kończy albo w szpitalu, albo w sądzie, jasne?
Ona jednak nie dała za wygraną, i już chciała mnie uderzyć z liścia. Na szczęście byłam szybsza i złapałam ją także za drugi nadgarstek. Wokół nas zdążył się zebrać dosyć duży tłum.
-Ho ho, moja droga- zaśmiałam się kompletnie na luzie- z takimi prostaczkami jak ty nikt nie ma zamiaru rozmawiać- prychnęłam donośnie i pewnie. Carmelia upadła na ziemię i zaczęła ryczeć jak ostatnia oferma. Nagle zauważyłam taki sam plakat na ścianie obok. Zerwałam go i powiedziałam:
-A to, trafi na policję.
Z perspektywy Rity:
Wracając do domu cała zakrwawiona opowiadałam Rose jak do tego doszło. Carmelia często prosiła żeby pomóc jej w zemście ale zawsze przepuszczałam to przez palce. Ostatnio nawet pisała do mnie o tych plakatach ale ja durna nie odbierałam wiadomości. Gdy zobaczyłam jeden z plakatów coś zaczęło mi świtać. Rozmawiałam z Carmelią, grożąc jej ,że wszystko powiem Marcy. Wtedy ona mnie pobiła. Mam teraz rozciętą dolną wargę, podbite lewe oko, jestem podrapana i cała posiniaczona. Dlaczego ona jest taka zła i zazdrosna? Co ona chce osiągnąć?- Łykałam kolejne mililitry krwi, ciągle nie mogąc sobie uświadomić co właśnie się stało.
Z perspektywy Marcy:
Mam dość. Wf wykończył mnie do dna. A teraz zamiast iść do domu odpocząć mam się włóczyć po komisariatach, tak? Zaraz po lekcjach poszłam na policję. Przedstawiłam sprawę dość odważnie jak na oskarżoną niesłusznie o dawanie dupy. Szybkim i zdecydowanym krokiem ruszyłam w stronę domu. Informacja, że policja wszystkim się zajmie podniosła mnie na duchu. Miałam raptem godzinę do rozpoczęcia zajęć z czego dwadzieścia minut drogi do domu. Przyśpieszyłam kroku. Znalazłam się na miejscu trochę szybciej niż przewidywałam. Gdy tylko przestąpiłam próg mieszkania odetchnęłam z ulgą. Rozebrałam się z pochlapanych krwią Rity ubrań i poszłam pod prysznic. Ten prysznic dobrze mi zrobił, przynajmniej już nie śmierdziałam tym pieprzonym wfem. Przebrałam się w czerwoną, krótką bluzkę w białe kropki. Do tego wcisnęłam na siebie żółte legginsy i czerwone trampki. Czarne, długie włosy rozpuściłam. Usta przejechałam błyszczykiem z macka i oczy podkreśliłam tuszem do rzęs. Jeszcze raz przeczesałam włosy, włożyłam kurtkę, wzięłam torbę i wyszłam. W drodze niestety efekt żywej i radosnej mi przeszedł i przypomniałam sobie jak bardzo bolą mnie nogi i głowa. W salce Adam już na mnie czekał. Uśmiechnął się i pocałował mnie w czoło. Uniosłam na niego wzrok, aby mógł pocałować mnie w usta.
-Adam, nie mogę dzisiaj ćwiczyć. Może dla odmiany pójdziemy na jakieś lody? Jest ładna pogoda...- powiedziałam zmęczona.
-No dobra, też tak uważam.
I wyszliśmy. Adam całą drogę robił wszytko żeby mnie rozweselić. A ja udawałam, że mu się udaje i co jakiś czas posyłałam mu uśmiech. Przechodziliśmy przez ostatnie na naszej trasie pasy . On szedł tyłem, kilka kroków dalej ode mnie, ciągle o czymś mówiąc. Nagle krzyknęłam : -Adam, uważaj!! Niestety było już za późno. Wielka ciężarówka przejechała, a jej kierowca nawet nie zaważył co się stało. Łzy napłynęły do moich oczu. Zaczęłam wystukiwać numer karetki w telefonie ale i tak nic by to nie pomogło. Z Adama praktycznie nie było co zbierać. Moje oczy jeszcze bardziej zaszły łzami. Słyszałam w moich uszach tylko głuchy szum. Adam już nie żyje
*********************************
,, najgorsze są te problemy, które powracają jak bumerang"
Jest 20:31 i wrzucamy nowy rozdział :D
jak myślicie CO BĘDZIE DALEJ?!
Jak wyobrażacie sobie dalszy rozwój wydarzeń?
Piszcie co o tym wszystkim sądzicie. spodziewaliście się czegoś takiego?

5 komentarzy:

  1. Super rozdział mordko =)
    Ta Carmelia, jak znajdę to nie będzie co z niej zbierać. Strasznie wkurzają mnie takie osoby.
    A Adam, żal chłopaka. Ale z drugiej strony nie będzie już stał pomiędzy Jankiem a Marcy.
    Nie mogę się już doczekać kolejnego rozdziału. Coś czuję, że Janek zajmie miejsce Adama w przedstawieniu i będzie wsparciem dla dziewczyny.

    Pozdrawiam mordko <3

    OdpowiedzUsuń
  2. WoW, on nie żyje. No nieźle. Trochę żal chłopaka, ale tylko trochę! heh
    Czekam na nextaa!

    http://oa-opowiadanie.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  3. Wyobraziłam sobie takiego małego robaczka, który doszczętnie roztrzaskuje się na szybie rozpędzonego auta, i to wyobrażenie wielkiej czerwonej plamy na jezdni :'c

    OdpowiedzUsuń
  4. A! Czyli Adama nie ma i tej Jasia partnerki nie ma wiec Mercy i Jas beda w parze? Tak, napewno. :P Biedny Adam.. :/

    OdpowiedzUsuń
  5. Ooo, Adam. :C

    Pozdrawiam i zapraszam do siebie! <3
    http://thankyou-rezi.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń