,,-Idź stąd. Rujnujesz mi życie- burknął, a moje oczy zaszły mgłą"
Z perspektywy Jasia:
Padłem na łóżko . Jak mogłem się tak pomylić. Chciały mnie tylko wykorzystać. Ta szkoła jest jakaś popieprzona. To połączenie burdelu, czarnego rynku i obozu koncentracyjnego. Wszystko w jednym. A nauczyciela mają ponakładane klapki na oczach. Z resztą ja też. Co ja w tej Marcy widziałem? Wszyscy w tej zasranej szkole to wariaci i kłamcy. Wtuliłem twarz w poduszki i mocniej zacisnąłem pięści. Miałem ochotę teraz okładać nimi poduszki. A ja głupi tak im ufałem. Tępa pała ze mnie Kilka godzin wcześniej: Przechodziłem właśnie korytarzem szkolnym. Sam jak palec. Miałem po dziórki w nosie tej całej Rity. Postanowiłem wziąć się w garść i przeprosić Marcy. Szukałem jej dobre pare minut aż w końcu znalazłem ją obok szatni. Stała tam z jakimiś dresami Od razu wyczaiłem, że chce im przekazać coś w tajemnicy. Tu koło szatni ciągnie się dość szeroki korytarz pełen alejek znajdujący się praktycznie w piwnicy. Można się domyśleć że to ulubione miejsce rozgrywania bójek i kłutni, spisywania lekcji, sprzedaży papierosów, całowania po kątach i innych nie dozwolonych na terenie szkoły rzeczy. A temu wszystkiemu sprzyja to, że nauczyciele nigdy tu nie chodzą. Wsłuchałem się więc w rozmowę Marcy, ukryty za beżowym filarem
-Gdy będzie wracać ze szkoły zaczniecie ją kopać, a potem uciekacie, dobra?- szeptała
- Dobra, ale co ona ci takiego zrobiła?- zapytał jeden z dresów
-Chciała zaszkodzić mnie i Jaśkowi ale wy nic nie wiecie jasne?- warknęła cicho Marcy i wręczyła jednemu z nich 40 złotych.
Moje serce zabiło mocniej. Coś grozi Ricie. Uciekłem jak najszybciej się sało. Znalazłem ją na korytarzu więc wychrypiałem zdyszany
-Dresy. Oni chcą ci zrobić krzywdę. Zadzwonię do moich rozdziców, żeby zabrali cię ze szkoły. Za żadne skarby nie wychodź sama do domu
- Zrujnowałam ci życie a teraz chcesz mi pomóc? No błagam cię, jesteś żałosny. Wymyśliłeś to sobie, żeby nadrobić braki troski. A potem i tak pogonisz za Marcy. Ona jest przeciez pępkiem świata. Daruj sobie- powiedziała najspokojniej w świecie i poszła w stronę drzwi.
Teraz zrozumiałem że ma rację. Muszę postawić ją na równi z Marcy. Na równi z Rose. Nagle ktoś zapukał do drzwi. Podszedłem do lustra i skrzywiłem się na widok swojej czerwonej twarzy i roztrzepanych włosów. Otworzyłem drzwi. Moim oczom ukazała się Rita.
-Musimy pogadać- mruknęła
Wpuściłem ją do domu.
- Słuchaj. Doskonale cię rozumiem po co te obawy o mnie. Czy jakieś dresy miały mnie kopać w drodze do domu?- zapytała Rita
-Tak, właśnie miałem pytać czy nic ci nie jest.
- Widzisz to nie mnie mieli kopać. Tylko Carmelię. Widziałam jak ją zaatakowali w drodze do domu. Mogę się teraz domyślić, kto ich nasłał.
- Widzisz, Rita...- nie pozwoliła mi dokończyć
- Zastanawia mnie jedno. Dlaczego sądzisz, że Marcy chciała nasłać ich na mnie? W moim gardle pojawiła się gula papieru.
W pokoju panował półmrok, a na zewnątrz zaczynał kropić deszcz. Jedna mała lampka oświetlała pomieszczenie.
-Widzisz, jej się chyba wydaje, że chcesz ją ode mnie odepchnąć.
-Ale przecież ona też jest twoją koleżanką, powinna cię wspierać.
-Tia widzisz.- wachałen się przez chwilę. Powiedzieć jej? Może powinienem jej zaufać, dać szansę? -Zaufaj mi, nikomu o niczym nie powiem- mruknęła, a ja poczułem jakby czytała mi w myślach.
- Myślę że jako moja przyjaciółka powinnaś to wiedzieć. Marcy jest dla mnie kimś więcej niż przyjaciółką. - widziałem jak nerwowo przegryza wargę
- Tym bardziej uważam, że powinna cię wspierać. Miłość to nie pluszowy miś ani kwiaty. To też nie diabeł rogaty ani miłość kiedy jedno płacze a drugie po nim skacze- zanuciła cytat Rita.
Nagle poczułem że popełniłem błąd zostawiając ją samą. Miałem ochotę usiąść koło Marcy i tulić ją puki wszystko się nie wyjaśni.
-Tyle że to ja teraz powinienem ją wspierać.
- No to na co czekasz? Biegnij do niej- odparła Rita .
W błyskawicznym tempie ubrałem kurtkę i buty. Wziąłem też portfel i parasol i wybiegłem z domu. Burza rozpętała się na dobre. Lało jak z cebra. Ale niewiele sobie z tego robiąc leciałem do niej jak durny. Po drodze wstąpiłem do kwiaciarni i kupiłem jej bukiet różnokolorowych róż. Gdy cały przemoczony otworzyłem drzwi jej domu zaparło mi dech w piersi. W salonie stała Carmelia a naprzeciwko niej Marcy. Nawet nie zwróciły uwagi gdy wszedłem. Schowałem bikiet w przedpokoju i nasłuchiwałem.
-Nasłałaś ich na mnie ty pojebana suko! - wrzeszczała Carmelia na cały głos
-O czym ty mówisz?! Nikogo na ciebie nie nasyłałam!- dzielnie broniła się Marcy
-Znam tych szczylów nie od dziś, przejrzałam cię na wylot. Zobaczysz, pożałujesz. Już ja powiem swoim rodzicom . Skończysz w więzieniu. Zobaczysz- groziła jej Carmelia
- Ty nie masz rodziców- burknęła Marcy
-Co ty tam wiesz!? Nie twoja sprawa! Czep się swojej patologi ty zasrana kurwo! - darła się zrospaczona Carmelia
- Policja już wie o tym że pobiłaś Ritę!- Marcy wprowadzała coraz mocniejsze argumenty
- Mam w dupie policje!
- To wypierdalaj z mojego domu, wrzasnęła Marcy dając jej do zrozumienia że jest na przegranej pozycji
-Nigdzie się z tąd nie ruszę puki ty Rita i ten cały Jasiek nie traficie za kraty!
-To jest mój dom i ja decyduje czy tu będziesz siedzieć czy nie! Carmelia zamachnęła się i już chciała ją uderzyć, ale szybko popchnąłem ją na ziemię. Była cała czerwona i zapłakana. Do tego jechało od niej alkocholem.
-Ty! To jeden z tych twoich służących?! Ooo ja mu pokażę. Uderzyła mnie z całej siły łokciem w piszczel. Mało co nie straciłem przytomności. W pokoju było prawie ciemno i bardzo duszno. Do tego wszystko wkoło Carmelii śmierdziało wódką i papierosami. Zachwiałem się i przez sekundę próbowałem złapać równowagę. Carmelia podniosła się i wzięła porcelanowy wazon ze stolika. Zamachnęła się, aby mnie uderzyć w głowę. Nie mogłem złapać oddechu i wszystko dwoiło mi się w oczach.
Poczułem słodki smak w ustach. . Unosił się w nim zapach alkocholu i papierosów. Carmelia już chciała mnie uderzyć, gdy nagle Marcy uderzyła ją drążkiem z odkurzacza w głowę. Carmelia upadła na ziemię. Marcy włączyła światło i otworzyła okna. Następnie zaczęła zbierać kawałki potłuczinego szkła z podłogi. Położyła nieprzytomną Carmelię na sofie i przykryła kocem.
-Niech trzeźwieje- mruknęła Marcy. Potem usiedliśmy na blacie w kuchni próbując uświadomić sobie co się właśnie stało. Nagle przypomniałem sobie o kwiatach. Pobiegłem do przedpokoju i wyciągnąłem z niej lekko zwiędnięte róże. Schowałem je za plecami trzymając mocno w prawej ręce. Znów przysiadłem obok Marcy. Objąłem ją ramieniem i mruknąłem jej do ucha
-Przepraszam
Ona wtuliła twarz w moją dresową bluzę spojrzała na mnie a następnie pocałowała mnie w policzek. W tym samym momencie podsunąłem jej pod nos kwiaty, na widok których uśmiechnęła się szeroko -Dziękuję- powiedziała odgarniając z twarzy czarny kosmyk włosów. Zeskoczyła z blatu i wstawiła kwiaty do wazoniku. Gdy się obróciła stałem tuż za nią
-Mogę cię pocałować- ponowiłem pytanie z przeszłości
-Wybaczam- mruknęła wtapiając się w moje wargi.
*************************
Mamy 15 rozdział.
Usuwał mi się jakieś 7 razy, dlatego własnie pojawił się tak późno.
Piszę sobie tak ten rozdział słuchając piosenki ,,Crazy in Love" z 50 twarzy Greya i tak sobie myślę... A gdyby tak ich wszystkich pogodzić?
Stawiam wam pytanie. W jakim świetle Wy widzicie tych bohaterów. Proszę was aby każdy z was pisał komentarz, bo wtedy mogę sprawić by to ff było lepsze.
Zapraszam na aska ;** :http://ask.fm/AgacjaaS
love is in the air
,,Nie umiem powiedzieć tego, że wciąż jesteś dla mnie prawdziwym powietrzem..." Loka , Prawdziwe powietrze
niedziela, 10 maja 2015
niedziela, 3 maja 2015
Rozdział 14
,, - Czy mogę cię pocałować? -Tak jak Ritę?- zapytałam chłodno"
-Nigdy nie całowałem Rity- zaśmiał się Jaś
-Kłamiesz- warknęłam cicho, bo wciąż staliśmy na scenie.
Wciąż bili nam brawa i krzyczeli z widowni, ale do mnie to praktycznie nie docierało. Byłam pełna różnych, przeplatających się emocji. Nie mogłam doczekać się, aż zejdziemy ze sceny. Gdy tylko znaleźliśmy się w garderobie, Jasiek podszedł do mnie i powiedział:
- Kocham tylko ciebie Marcysiu. Między mną a Ritą nic nie ma.
Uśmiechnęłam się lekko. Chyba mogę mu ufać. Przecież nie mam żadnych dowodów na to , że chodzi z Ritą. Poszłam do szatni po moją torbę i ubrania. Następnie wyszłam z szatni, by porozmawiać z Jasiem o występie. Nagle wskoczyła do garderoby Rita rzucając się Jaśkowi na szyję. -Rita, uspokój się, widzieliśmy się dziś. Byłem u ciebie praktycznie cały dzień- szepnął zdezorientowany
-Ale ja tak za tobą tęsknię- powiedziała dając mu całusa w policzek. Poczułam jakby coś we mnie pękło. Podeszłam do Rity i mruknęłam niskim głosem:
- Zostaw go flądro. Albo sprawię że będziesz cierpieć.
Wygięłam dyskretnie jej nadgarstek, tak by upadła na ziemię, po czym wyszłam ze łzami w oczach. Po powrocie do domu padłam zmęczona na sofę. Łzy leciały z moich oczu a ja nie mogłam ich opanować. Wyjęłam z zamrażarki pudełko lodów. Kłamca! Perfidny cwel i kłamca! Nie pozwolę się traktować jak szmata! Nagle zadzwonił dzwonek do drzwi. Odłożyłam lody i spojrzałam przez wizjer. Stał tam oczywiście Janek. Obróciłam się i oparłam się plecami o drzwi. -Otwórz wiem że tam jesteś - krzyknął Uchyliłam drzwi mimo woli. Oparłam się o futrynę. Przez chwilę patrzyłam w ziemię. On też. Nagle rzuciłam: -Miałeś mi pomóc. Tymczasem wkopałeś mnie w większy dołek -Marcy, ale ja...
-Nie odzywaj się do mnie. Nie wierzę w żadne twoje słowa. Zatrzasnęłam drzwi i przekręciłam kluczyk. Tak bardzo go potrzebuje, ale po co tracić czas na gościa, który wciąż cię okłamuje? Druga szansa? I tak nikt ich nie wykorzystuje. To jak dać nowe płuca nałogowemu palaczowi. Błędne koło. Płaczę wciąż płaczę. Z perspektywy Rity: Wróciłam do domu. Dzisiejszy dzień był wspaniały. I co najlepsze w stu procentach wypełniony Jaśkiem. Gdy występował byłam mega dumna. Co ta Marcy sobie myśli? Chociaż to moja przyjaciółka nie ufam jej co do Jasia. Od razu widać że ona się go uczepiła. Zadzwoniłam po Jaśka. Chwilę nie odbierał, ale nagle odezwał się jego głos:
-Rita, nie mam teraz ochoty na rozmowy, spieprzyłaś sprawę
-Ja? Czy zrobiłam coś złego?- odparłam głosem niewinnego dziecka.
-Tak. I nie traktuj mnie jak swojego chłopaka, dobrze?
-No dobra, pa.
Następnego dnia:
Zaspałam. Do późnego wieczora myślałam o Jaśku. Dobrze, że akurat na pierwszej lekcji był apel. Niestety, wszystkie miejsca na trybunach były zajęte. Zobaczyłam w czwartym rzędzie wolne miejsce koło Marcy i Rose. Dziwne, że nie było przy nich Jasia. Marcy miała na sobie okulary przeciwsłoneczne.
-Hej, mogę tu usiąść? -zapytałam
-Czy ja cię znam?- powiedziała Marcy, zsuwając swoje okulary na czubek nosa.
Już miałam się odezwać, ale odpuściłam. Usiadłam obok Jasia, który tak jak one wyglądał na obrażonego.Co ich dzisiaj ugryzło?
-Idź stąd. Rujnujesz mi życie- burknął, a moje oczy zaszły mgłą
*************
Jest rozdział
Bardzo krótki bo jestem teraz na imprezie.
Paa bardzo mi się spieszyy
-Nigdy nie całowałem Rity- zaśmiał się Jaś
-Kłamiesz- warknęłam cicho, bo wciąż staliśmy na scenie.
Wciąż bili nam brawa i krzyczeli z widowni, ale do mnie to praktycznie nie docierało. Byłam pełna różnych, przeplatających się emocji. Nie mogłam doczekać się, aż zejdziemy ze sceny. Gdy tylko znaleźliśmy się w garderobie, Jasiek podszedł do mnie i powiedział:
- Kocham tylko ciebie Marcysiu. Między mną a Ritą nic nie ma.
Uśmiechnęłam się lekko. Chyba mogę mu ufać. Przecież nie mam żadnych dowodów na to , że chodzi z Ritą. Poszłam do szatni po moją torbę i ubrania. Następnie wyszłam z szatni, by porozmawiać z Jasiem o występie. Nagle wskoczyła do garderoby Rita rzucając się Jaśkowi na szyję. -Rita, uspokój się, widzieliśmy się dziś. Byłem u ciebie praktycznie cały dzień- szepnął zdezorientowany
-Ale ja tak za tobą tęsknię- powiedziała dając mu całusa w policzek. Poczułam jakby coś we mnie pękło. Podeszłam do Rity i mruknęłam niskim głosem:
- Zostaw go flądro. Albo sprawię że będziesz cierpieć.
Wygięłam dyskretnie jej nadgarstek, tak by upadła na ziemię, po czym wyszłam ze łzami w oczach. Po powrocie do domu padłam zmęczona na sofę. Łzy leciały z moich oczu a ja nie mogłam ich opanować. Wyjęłam z zamrażarki pudełko lodów. Kłamca! Perfidny cwel i kłamca! Nie pozwolę się traktować jak szmata! Nagle zadzwonił dzwonek do drzwi. Odłożyłam lody i spojrzałam przez wizjer. Stał tam oczywiście Janek. Obróciłam się i oparłam się plecami o drzwi. -Otwórz wiem że tam jesteś - krzyknął Uchyliłam drzwi mimo woli. Oparłam się o futrynę. Przez chwilę patrzyłam w ziemię. On też. Nagle rzuciłam: -Miałeś mi pomóc. Tymczasem wkopałeś mnie w większy dołek -Marcy, ale ja...
-Nie odzywaj się do mnie. Nie wierzę w żadne twoje słowa. Zatrzasnęłam drzwi i przekręciłam kluczyk. Tak bardzo go potrzebuje, ale po co tracić czas na gościa, który wciąż cię okłamuje? Druga szansa? I tak nikt ich nie wykorzystuje. To jak dać nowe płuca nałogowemu palaczowi. Błędne koło. Płaczę wciąż płaczę. Z perspektywy Rity: Wróciłam do domu. Dzisiejszy dzień był wspaniały. I co najlepsze w stu procentach wypełniony Jaśkiem. Gdy występował byłam mega dumna. Co ta Marcy sobie myśli? Chociaż to moja przyjaciółka nie ufam jej co do Jasia. Od razu widać że ona się go uczepiła. Zadzwoniłam po Jaśka. Chwilę nie odbierał, ale nagle odezwał się jego głos:
-Rita, nie mam teraz ochoty na rozmowy, spieprzyłaś sprawę
-Ja? Czy zrobiłam coś złego?- odparłam głosem niewinnego dziecka.
-Tak. I nie traktuj mnie jak swojego chłopaka, dobrze?
-No dobra, pa.
Następnego dnia:
Zaspałam. Do późnego wieczora myślałam o Jaśku. Dobrze, że akurat na pierwszej lekcji był apel. Niestety, wszystkie miejsca na trybunach były zajęte. Zobaczyłam w czwartym rzędzie wolne miejsce koło Marcy i Rose. Dziwne, że nie było przy nich Jasia. Marcy miała na sobie okulary przeciwsłoneczne.
-Hej, mogę tu usiąść? -zapytałam
-Czy ja cię znam?- powiedziała Marcy, zsuwając swoje okulary na czubek nosa.
Już miałam się odezwać, ale odpuściłam. Usiadłam obok Jasia, który tak jak one wyglądał na obrażonego.Co ich dzisiaj ugryzło?
-Idź stąd. Rujnujesz mi życie- burknął, a moje oczy zaszły mgłą
*************
Jest rozdział
Bardzo krótki bo jestem teraz na imprezie.
Paa bardzo mi się spieszyy
piątek, 1 maja 2015
Rozdział 13
,,Rzuciłem ją na leżącą obok kanapę. Nie słysząc słowa sprzeciwu zacząłem całować ją po szyji."
Z perspektywy Marcy:
Jasiek delikatnie wpajał się w moją szyję. To wspaniałe uczucie, że znam go może dziesięć dni, ale on zachowuje się jakby to były lata.
-Jasiek, dręczy mnie poczucie winy ,że to ja zabiłam- wymruczałam cicho.
Jaś zaśmiał się całując mnie w czoło
-Poczucie winy? Marcysiu, ty nie masz poczucia winy.
-Kolejny facet, który mi mówi że mam serce z kamienia.- byłam bliska łez
-Ale wiem że gdzieś w tym sercu kryje się większa miłość niż wszystkie inne.- mruknął i znów zetknęliśmy się wargami.
Nie chciałam puścić. Wplotłam ręce w jego burzę włosów. Jasiek wyraźnie zaskoczony drugi raz dzisiejszego dnia złapał mnie za tyłek. Przesunęłam się tak, że to teraz ja leżałam na nim. Nagle dostałam SMSa. Kur*a ,pieprzony telefon! Sięgnęłam po telefon na półce przede mną. Ehh, Rose. Pisze że nie przyjdzie do mnie jutro. Takie bardzo ważne... Jasiek widocznie znalazł sobie nowe zajęcie, mianowicie odpinanie guzików na tyle mojej bluzki. Gdy znów zjechałam niżej na poziom jego oczu, moja bluzka była do połowy zdjęta. Pierniczę to. Zdjęłam bluzkę całkowicie, mając w dupie jego zdanie. Pewnie ktoś powie, że jestem puszczalska, ale robiłam to tyle razy ile miałam chłopaków. Jasiek zrobił wielkie oczy na widok mojego granatowego stanika i jego ,,zawartości". Znów przysunęłam się bliżej. Przejechałam językiem po jego wargach. Jak to mówi Rita ,,Poszłam w tango". Położyłam ręce na jego policzkach. Lewą ręką złapałam go za szyję. Oplotłam go w pasie nogami co zaskutkowało u niego delikatnym uśmiechem. Wciąż dotykał mojego biustu. Po chwili zaczął zjeżdżać coraz niżej. Gdy poczułam że ciągnie za gumkę moich legginsów instynktownie złapałam jego rękę.
-Tam się dziewczynek nie dotyka- zaśmiałam się cicho
I tak wtuleni w siebie spędziliśmy kolejne pół godziny. Nagle podniosłam się do góry i siadłam na nim okrakiem. Wcisnęłam na siebie koszulkę, mimo propozycji Jasia , że lepiej wyglądam bez. Wstałam i spięłam włosy gumką, leżącą na komodzie. Przy okazji sprawdziłam godzinę. Jęknęłam gdy zauważyłam, że dochodzi ósma. Za oknem zaczynało się robić ciemno. Uniosłam delikatnie jego dłonie do pozycji wyjściowej. I jeszcze raz. Pod ukos w lewo, w lewo, w prawo , w prawo, w prawo, w prawo. I obrót. I powtórka. Puściłam jego ręce i wdzięcznie uniosłam je do góry. ,,Masz mnie złapać"- mruknęłam. I zrobiłam przeskok aby stać na rękach, a następnie kolejny przeskok by wrócić na nogi. Janek, zgodnie z poleceniem złapał mnie w locie. Zrobiłam szpagat. Janek znów mnie podniósł. wdzięcznie obróciłam się w jego stronę. Obrócił mnie, po czym zatrzymał w ramionach przerzucił na lewą, potem prawą stronę, i przywrócił do pozycji wyjściowej. Dwa razy w lewo, cztery razy w prawo i znów dwa w lewo. Znów zrobiłam szpagat. Podnósł mnie a ja oplotłam go nogami wokół talii. Wciąż trzymaliśmy się za ręce. Ledwo łapałam oddech.
-Wyszło fantastycznie- wysapał Jasiek.
-Yhy. A teraz na serio- powiedziałam
-Co?! Ty chcesz mnie wykończyć, kobieto!- wrzasnął żartobliwie.
Znów przycisnęłam swoje usta do jego. Kocham gościa.
-----------------------------------
Rano obudziłam się z mocnym bólem głowy. Janka już nie było u mnie. Nie wiem co robiliśmy ani ile wypiliśmy, ale sądząc po butelce wina w połowie pustej i kieliszkach do wina walających się po podłodze zabawa była przednia. Pamiętam, że ćwiczyliśmy chyba do drugiej w nocy. Moje usta były całe sperzchnięte, a włosy potargane. Poszłam więc się wykąpać, z trudem ignorując cały ten syf. Rozbierając się z wymiętolonych ubrań zauważyłam serduszko narysowane markerem na moim tyłku. Wzdrygnęłam się na myśl jakim cudem się tu znalazło. Następnie uśmiechnęłam się głupio. Chłopak ma dziwne poczucie humoru. Mam nadzieję, że nic wielkiego się nie wydarzyło... Po kąpieli zaraz wskoczyłam w nowe ubrania. Dziś było pochmurno, więc wybrałam przetarte jeansy i koszulkę z Myszką Miki. Włosy związałam w ciasny kok na czubku głowy. Zabrałam się za sprzątanie domu. Nie ukrywam, zajęło mi to dłuższą chwilę. Około godziny trzynastej nastawiłam zupę i zadzwoniłam do Jasia. Niestety nie odbierał. Szkoda, że nie wiem gdzie mieszka... Postanowiłam jednak przejść się do Rose. Posiedziałam u niej chwilę. Nie mówiłam jej o tym co zaszło z Jaśkiem. A może powinnam? Nagle Rose powiedziała:
-Wiesz co? Sprawię, że Jasiek no wiesz, ten nowy będzie dla nas jak sługa. On patrzy na nas jak na pierogi z boczkiem, zrobi dla nas dosłownie wszystko.
-A spadaj z takim planem, ile ci trzeba tych murzynów? Mamy Ritę, jej się wydaje, że jesteśmy jej przyjaciółkami
-Camil mi nawet powiedział, że ten Jasiek całował się już z Ritą.- Powiedziała
Poczułam się, jakby ktoś uderzył mnie z pięści w twarz. Zagotowało się we mnie. Miałam ochotę rzucić nim o mur. A Rita poszłaby na pierwszy ogień. Na szczęście Rose nic nie wyczaiła. W drodze powrotnej do domu kilka razy jeszcze dzwoniłam do Jasia. Nie odbierał. Co jest grane? Wróciłam do domu. Zjadłam zupę i zrobiłam pranie. Dopijałam drugą herbatę tego dnia wciąż nerwowo wydzwaniając do niego. Dla zabicia czasu posprzątałam jeszcze na górze. Miałam ochotę go zabić. Dochodziła właśnie siedemnasta. W całym domu nie było nawet pyłka kurzu. Cała w nerwach ruszyłam w stronę szkoły tańca. Poinformowałam instruktorów, że Jasiek się spóźni. Za nie całą godzinę ma zacząć się występ. Ubrałam się w moją piękną złoto niebieską sukienkę z tiulowego materiału, całą w koronkach. Następnie poszłam się rozgrzewać i powtarzać kroki. Kilkanaście minut przed wejściem zrobiono mi makijarz . A Jaśka nadal nie było. Byłam coraz bardziej zdenerwowana. Gdzie on jest?! Przecież zaraz wychodzimy! Ktoś z obsługi podał mi szklankę wody. Myślałam, że wyzionę ducha. Ktoś krzyknął, że zaczynamy. A Jasiek nie dawał znaku życia. Odchodziłam od zmysłów. Jeżeli teraz przyjdzie, nawet nie zdąży się przebrać. Byłam bliska łez. Kolejne minuty leciały z zawrotną prędkością. Za chwile nasza kolej. Nagle za kulisy wbiegł Jaś przebrany, i gotowy do wyjścia. Odetchnęłam z ulgą. Niestety nie zdążyłam zapytać gdzie był, bo musieliśmy wejść. Taniec wyszedł bezbłędnie, choć byłam trochę spięta. Gdy wisiałam na nim oplatając go nogami zapytał z uśmiechem:
- Czy mogę cię pocałować?
-Tak jak Ritę?- zapytałam chłodno
*************************************
Witam, oto 13 rozdział :D
Jak obiecałam, jest bardzo długi.
jak myślicie, Marcela powinna się zwieżyć najlepszej przyjaciółce? Gdzie wymyka się potajemnie Jasiek? Czy rose postanowi realizować swój niecny plan? Zapraszam na aska, by dowiedzieć się więcej i być na bierząco ;**
http://ask.fm/AgacjaaS
Z perspektywy Marcy:
Jasiek delikatnie wpajał się w moją szyję. To wspaniałe uczucie, że znam go może dziesięć dni, ale on zachowuje się jakby to były lata.
-Jasiek, dręczy mnie poczucie winy ,że to ja zabiłam- wymruczałam cicho.
Jaś zaśmiał się całując mnie w czoło
-Poczucie winy? Marcysiu, ty nie masz poczucia winy.
-Kolejny facet, który mi mówi że mam serce z kamienia.- byłam bliska łez
-Ale wiem że gdzieś w tym sercu kryje się większa miłość niż wszystkie inne.- mruknął i znów zetknęliśmy się wargami.
Nie chciałam puścić. Wplotłam ręce w jego burzę włosów. Jasiek wyraźnie zaskoczony drugi raz dzisiejszego dnia złapał mnie za tyłek. Przesunęłam się tak, że to teraz ja leżałam na nim. Nagle dostałam SMSa. Kur*a ,pieprzony telefon! Sięgnęłam po telefon na półce przede mną. Ehh, Rose. Pisze że nie przyjdzie do mnie jutro. Takie bardzo ważne... Jasiek widocznie znalazł sobie nowe zajęcie, mianowicie odpinanie guzików na tyle mojej bluzki. Gdy znów zjechałam niżej na poziom jego oczu, moja bluzka była do połowy zdjęta. Pierniczę to. Zdjęłam bluzkę całkowicie, mając w dupie jego zdanie. Pewnie ktoś powie, że jestem puszczalska, ale robiłam to tyle razy ile miałam chłopaków. Jasiek zrobił wielkie oczy na widok mojego granatowego stanika i jego ,,zawartości". Znów przysunęłam się bliżej. Przejechałam językiem po jego wargach. Jak to mówi Rita ,,Poszłam w tango". Położyłam ręce na jego policzkach. Lewą ręką złapałam go za szyję. Oplotłam go w pasie nogami co zaskutkowało u niego delikatnym uśmiechem. Wciąż dotykał mojego biustu. Po chwili zaczął zjeżdżać coraz niżej. Gdy poczułam że ciągnie za gumkę moich legginsów instynktownie złapałam jego rękę.
-Tam się dziewczynek nie dotyka- zaśmiałam się cicho
I tak wtuleni w siebie spędziliśmy kolejne pół godziny. Nagle podniosłam się do góry i siadłam na nim okrakiem. Wcisnęłam na siebie koszulkę, mimo propozycji Jasia , że lepiej wyglądam bez. Wstałam i spięłam włosy gumką, leżącą na komodzie. Przy okazji sprawdziłam godzinę. Jęknęłam gdy zauważyłam, że dochodzi ósma. Za oknem zaczynało się robić ciemno. Uniosłam delikatnie jego dłonie do pozycji wyjściowej. I jeszcze raz. Pod ukos w lewo, w lewo, w prawo , w prawo, w prawo, w prawo. I obrót. I powtórka. Puściłam jego ręce i wdzięcznie uniosłam je do góry. ,,Masz mnie złapać"- mruknęłam. I zrobiłam przeskok aby stać na rękach, a następnie kolejny przeskok by wrócić na nogi. Janek, zgodnie z poleceniem złapał mnie w locie. Zrobiłam szpagat. Janek znów mnie podniósł. wdzięcznie obróciłam się w jego stronę. Obrócił mnie, po czym zatrzymał w ramionach przerzucił na lewą, potem prawą stronę, i przywrócił do pozycji wyjściowej. Dwa razy w lewo, cztery razy w prawo i znów dwa w lewo. Znów zrobiłam szpagat. Podnósł mnie a ja oplotłam go nogami wokół talii. Wciąż trzymaliśmy się za ręce. Ledwo łapałam oddech.
-Wyszło fantastycznie- wysapał Jasiek.
-Yhy. A teraz na serio- powiedziałam
-Co?! Ty chcesz mnie wykończyć, kobieto!- wrzasnął żartobliwie.
Znów przycisnęłam swoje usta do jego. Kocham gościa.
-----------------------------------
Rano obudziłam się z mocnym bólem głowy. Janka już nie było u mnie. Nie wiem co robiliśmy ani ile wypiliśmy, ale sądząc po butelce wina w połowie pustej i kieliszkach do wina walających się po podłodze zabawa była przednia. Pamiętam, że ćwiczyliśmy chyba do drugiej w nocy. Moje usta były całe sperzchnięte, a włosy potargane. Poszłam więc się wykąpać, z trudem ignorując cały ten syf. Rozbierając się z wymiętolonych ubrań zauważyłam serduszko narysowane markerem na moim tyłku. Wzdrygnęłam się na myśl jakim cudem się tu znalazło. Następnie uśmiechnęłam się głupio. Chłopak ma dziwne poczucie humoru. Mam nadzieję, że nic wielkiego się nie wydarzyło... Po kąpieli zaraz wskoczyłam w nowe ubrania. Dziś było pochmurno, więc wybrałam przetarte jeansy i koszulkę z Myszką Miki. Włosy związałam w ciasny kok na czubku głowy. Zabrałam się za sprzątanie domu. Nie ukrywam, zajęło mi to dłuższą chwilę. Około godziny trzynastej nastawiłam zupę i zadzwoniłam do Jasia. Niestety nie odbierał. Szkoda, że nie wiem gdzie mieszka... Postanowiłam jednak przejść się do Rose. Posiedziałam u niej chwilę. Nie mówiłam jej o tym co zaszło z Jaśkiem. A może powinnam? Nagle Rose powiedziała:
-Wiesz co? Sprawię, że Jasiek no wiesz, ten nowy będzie dla nas jak sługa. On patrzy na nas jak na pierogi z boczkiem, zrobi dla nas dosłownie wszystko.
-A spadaj z takim planem, ile ci trzeba tych murzynów? Mamy Ritę, jej się wydaje, że jesteśmy jej przyjaciółkami
-Camil mi nawet powiedział, że ten Jasiek całował się już z Ritą.- Powiedziała
Poczułam się, jakby ktoś uderzył mnie z pięści w twarz. Zagotowało się we mnie. Miałam ochotę rzucić nim o mur. A Rita poszłaby na pierwszy ogień. Na szczęście Rose nic nie wyczaiła. W drodze powrotnej do domu kilka razy jeszcze dzwoniłam do Jasia. Nie odbierał. Co jest grane? Wróciłam do domu. Zjadłam zupę i zrobiłam pranie. Dopijałam drugą herbatę tego dnia wciąż nerwowo wydzwaniając do niego. Dla zabicia czasu posprzątałam jeszcze na górze. Miałam ochotę go zabić. Dochodziła właśnie siedemnasta. W całym domu nie było nawet pyłka kurzu. Cała w nerwach ruszyłam w stronę szkoły tańca. Poinformowałam instruktorów, że Jasiek się spóźni. Za nie całą godzinę ma zacząć się występ. Ubrałam się w moją piękną złoto niebieską sukienkę z tiulowego materiału, całą w koronkach. Następnie poszłam się rozgrzewać i powtarzać kroki. Kilkanaście minut przed wejściem zrobiono mi makijarz . A Jaśka nadal nie było. Byłam coraz bardziej zdenerwowana. Gdzie on jest?! Przecież zaraz wychodzimy! Ktoś z obsługi podał mi szklankę wody. Myślałam, że wyzionę ducha. Ktoś krzyknął, że zaczynamy. A Jasiek nie dawał znaku życia. Odchodziłam od zmysłów. Jeżeli teraz przyjdzie, nawet nie zdąży się przebrać. Byłam bliska łez. Kolejne minuty leciały z zawrotną prędkością. Za chwile nasza kolej. Nagle za kulisy wbiegł Jaś przebrany, i gotowy do wyjścia. Odetchnęłam z ulgą. Niestety nie zdążyłam zapytać gdzie był, bo musieliśmy wejść. Taniec wyszedł bezbłędnie, choć byłam trochę spięta. Gdy wisiałam na nim oplatając go nogami zapytał z uśmiechem:
- Czy mogę cię pocałować?
-Tak jak Ritę?- zapytałam chłodno
*************************************
Witam, oto 13 rozdział :D
Jak obiecałam, jest bardzo długi.
jak myślicie, Marcela powinna się zwieżyć najlepszej przyjaciółce? Gdzie wymyka się potajemnie Jasiek? Czy rose postanowi realizować swój niecny plan? Zapraszam na aska, by dowiedzieć się więcej i być na bierząco ;**
http://ask.fm/AgacjaaS
niedziela, 26 kwietnia 2015
Rozdział 12
,,Słyszałam w moich uszach tylko głuchy szum. Adam już nie żyje. "
Z perspektywy Jasia:
Dzisiejszy dzień nie ma nic wspólnego z realnością. Wszyscy się biją, kłócą, poniżają, uciekają z lekcji a ta ciulowa szkoła patrzy na to wszystko przez palce. Leżałem patrząc w głuchą pustkę przede mną. Ciekawe czy ktoś teraz też tak leży i też tak pusto ma w głowie i taki sam smutek odwiedza go nie wiadomo skąd. Mam złe przeczucia. Usłyszałem sygnał SMSa.
Rita: Przyjdź dzisiaj do mnie. Proszę
Nie wiem co mnie wzięło, ale zerwałem się jak na powódź. Wyciągnąłem plecak, i wrzuciłem tam paczkę chusteczek. Wziąłem laptopa i pudełko lodów. Leciałem jak na złamanie karku. Gdy wszedłem do jej domu byłem cały czerwony i zdyszany. Lecz gdy tylko spojrzałem na Ritę zapytałem:
-Co się do cholery stało?!
Była cała opuchnięta, podrapana i pobita. Nic nie odpowiedziała. Podszedłem bliżej i przytuliłem ją delikatnie.
-Chodź, opowiesz mi wszystko od początku.
Spojrzałem na zegarek. Dziś zajęcia zaczynam godzinę później niż Marcy i Adam więc mam jeszcze dużo czasu. Rita wszystko mi opowiedziała ze szczegółami. Potem otworzyliśmy pudełko lodów. Widziałem jak na jej twarzy pojawia się uśmiech. Miałem ochotę skakać z radości z tego powodu. Nagle dostałem kolejną wiadomość
Marcela: Przyjdź pod kawiarnię Bublegum. Teraz.
-Rita, przepraszam cię, muszę iść, ale już dzwonię po Camila, żeby do ciebie przyszedł. Możesz brać wszystko z mojej torby.
-Dziękuję, nie musisz dzwonić po Camila.
Wyszedłem. W drodze do Bublegum dzwoniłem do Camila. Kiedy byłem już blisko zobaczyłem Marcy, która darła się na jakiegoś faceta
-Czy ty jesteś panie ślepy czy jakiś niedorobiony?! Jak można nie zauważyć człowieka na jezdni?! Kto dał takiemu bencwałowi prawo jazdy?! Chyba drugi taki filozof drogowy!- Wrzeszczała na zdezorientowanego kierowcę. Gość już chciał ją uderzyć, ale ona kopnęła go w krocze. Facet zgiął się w pół i upadł na ziemię a Marcy podeszła do mnie dumnie.
-Chodź do Bublegum'a. Opowiem ci wszystko
Weszliśmy i zamówiliśmy po pucharku lodów i usiedliśmy na błękitnej kanapie w rogu sali. Po kilku minutach milczenia Marcela powiedziała: -
Widzisz, Adam nie żyje- mało co się nie udławiłem.
Marcy nerwowo bawiła się łyżeczką. Moje serce zabiło mocniej. Miałem ochotę zawyć z radości, ale widziałem że w oczach Marcy pojawiły się łzy. Przytuliłem ją mocno do siebie. }
-Powiemy instruktorom?- wymruczałem
-Tak, ale jakby co ja nie byłam w to zamieszana. Już i tak mam do czynienia z policją. - powiedziała zmęczonym głosem- Może przyjdziesz do mnie na wieczór? Mam wolny dom przez cały wekeend- wymruczała owijając sobie na palec kosmyk moich włosów. Kocham gdy to robi.
Nagle coś jakby mnie obudziło mnie z transu. A Rita? Nie mogę jej zostawić samej. Ale z drugiej strony... u niej jest Camil i za jakiś czas będą jej rodzice. Delikatnie pocałowałem jej wargi. Uśmiechnąłem się cwaniacko.
-Ach ty mój książe- odpowiedziała po czym pocałowałem ją jeszcze raz.
Szliśmy w stronę szkoły tańca udając smutnych. Dlaczego? Nie wiem! Jestem najszczęśliwszym facetem pod słońcem. Tańczę z Marcy! Gdy tylko przestąpliliśmy próg szkoły tańca zobaczyliśmy dyrektorkę.
-Prosze pani bo jest taka sprawa... Dostaliśmy informacje że Adam nie żyje.- Dyrektorka zrobiła wielkie oczy i złapała się za serce. Zemdlała na szczęście złapałem ją, nim upadła. Po chwili gdy odzyskała przytomność zapytała:
-To kto teraz Marcysiu zagra twojego księcia? Jutro wieczorem występ a kto nauczy się tego wszystkiego tak szybko?
-Ja umiem ten układ psze pani- mruknąłem na co dyrka przyjrzała mi się bliżej.
-Hmmm, no dobrze niech ci będzie. Wyszliśmy z budynku ciesząc się jak głupi. Gdy przekroczyłem próg domu Marcy pierwsze co zauważyłem to jej bieliznę pod drzwiami łazienki. Odsunęła ją nogą, wyraźnie zawstydzona. JWygrzebała z torby płytę z piosenką. Włączyła ją, po czym ująłem delikatnie jej rękę . Drugą swoją rękę położyłem na jej talii. Po kilku minutach tańca Marcy zatrzymała płytę i powiedziała.
-Okej teraz połóż obydwie ręce na mojej talii.- Wykonałem jej polecenie przy okazji ściskając jej tyłek. Spojrzała na mnie
-Skup się, Jasiek. Wzięła moje dłonie ze swojej talii i zrobiła szpagat. Nadal trzymałem ją za ręce. -Teraz mnie podnieś.-Powiedziała. Znów wykonałem polecenie, tym razem trzymając ręce przy sobie.
-Świetnie. - zgięła nogi, oplatając nimi moje plecy.- Teraz trochę mnie opuść- zrobiłem to najdelikatniej jak mogłem. Po chwili położyła obie dłonie na mojej szyji. Okręciła się najpierw w jedną stronę potem w drugą lekka jak piórko. Rzuciłem ją na leżącą obok kanapę. Nie słysząc słowa sprzeciwu zacząłem całować ją po szyji.
****************************
Witam witam!
Jest 12 rozdział. Jak zwykle lekko spóźnony. No ale cóż...
Zapraszam na aska: http://ask.fm/AgacjaaS
I piszcie co myślicie o tym wszystkim. Czy jaś pomoże Marcy czy tylko ja wkurzy? A co jeśli w ostatniej chwili wszystko się załamie jak słaba konstrukcja.... ?
Piszcie, pytajcie, oceniajcie, i bierzcie udział w ankiecie
Yo ;*
Z perspektywy Jasia:
Dzisiejszy dzień nie ma nic wspólnego z realnością. Wszyscy się biją, kłócą, poniżają, uciekają z lekcji a ta ciulowa szkoła patrzy na to wszystko przez palce. Leżałem patrząc w głuchą pustkę przede mną. Ciekawe czy ktoś teraz też tak leży i też tak pusto ma w głowie i taki sam smutek odwiedza go nie wiadomo skąd. Mam złe przeczucia. Usłyszałem sygnał SMSa.
Rita: Przyjdź dzisiaj do mnie. Proszę
Nie wiem co mnie wzięło, ale zerwałem się jak na powódź. Wyciągnąłem plecak, i wrzuciłem tam paczkę chusteczek. Wziąłem laptopa i pudełko lodów. Leciałem jak na złamanie karku. Gdy wszedłem do jej domu byłem cały czerwony i zdyszany. Lecz gdy tylko spojrzałem na Ritę zapytałem:
-Co się do cholery stało?!
Była cała opuchnięta, podrapana i pobita. Nic nie odpowiedziała. Podszedłem bliżej i przytuliłem ją delikatnie.
-Chodź, opowiesz mi wszystko od początku.
Spojrzałem na zegarek. Dziś zajęcia zaczynam godzinę później niż Marcy i Adam więc mam jeszcze dużo czasu. Rita wszystko mi opowiedziała ze szczegółami. Potem otworzyliśmy pudełko lodów. Widziałem jak na jej twarzy pojawia się uśmiech. Miałem ochotę skakać z radości z tego powodu. Nagle dostałem kolejną wiadomość
Marcela: Przyjdź pod kawiarnię Bublegum. Teraz.
-Rita, przepraszam cię, muszę iść, ale już dzwonię po Camila, żeby do ciebie przyszedł. Możesz brać wszystko z mojej torby.
-Dziękuję, nie musisz dzwonić po Camila.
Wyszedłem. W drodze do Bublegum dzwoniłem do Camila. Kiedy byłem już blisko zobaczyłem Marcy, która darła się na jakiegoś faceta
-Czy ty jesteś panie ślepy czy jakiś niedorobiony?! Jak można nie zauważyć człowieka na jezdni?! Kto dał takiemu bencwałowi prawo jazdy?! Chyba drugi taki filozof drogowy!- Wrzeszczała na zdezorientowanego kierowcę. Gość już chciał ją uderzyć, ale ona kopnęła go w krocze. Facet zgiął się w pół i upadł na ziemię a Marcy podeszła do mnie dumnie.
-Chodź do Bublegum'a. Opowiem ci wszystko
Weszliśmy i zamówiliśmy po pucharku lodów i usiedliśmy na błękitnej kanapie w rogu sali. Po kilku minutach milczenia Marcela powiedziała: -
Widzisz, Adam nie żyje- mało co się nie udławiłem.
Marcy nerwowo bawiła się łyżeczką. Moje serce zabiło mocniej. Miałem ochotę zawyć z radości, ale widziałem że w oczach Marcy pojawiły się łzy. Przytuliłem ją mocno do siebie. }
-Powiemy instruktorom?- wymruczałem
-Tak, ale jakby co ja nie byłam w to zamieszana. Już i tak mam do czynienia z policją. - powiedziała zmęczonym głosem- Może przyjdziesz do mnie na wieczór? Mam wolny dom przez cały wekeend- wymruczała owijając sobie na palec kosmyk moich włosów. Kocham gdy to robi.
Nagle coś jakby mnie obudziło mnie z transu. A Rita? Nie mogę jej zostawić samej. Ale z drugiej strony... u niej jest Camil i za jakiś czas będą jej rodzice. Delikatnie pocałowałem jej wargi. Uśmiechnąłem się cwaniacko.
-Ach ty mój książe- odpowiedziała po czym pocałowałem ją jeszcze raz.
Szliśmy w stronę szkoły tańca udając smutnych. Dlaczego? Nie wiem! Jestem najszczęśliwszym facetem pod słońcem. Tańczę z Marcy! Gdy tylko przestąpliliśmy próg szkoły tańca zobaczyliśmy dyrektorkę.
-Prosze pani bo jest taka sprawa... Dostaliśmy informacje że Adam nie żyje.- Dyrektorka zrobiła wielkie oczy i złapała się za serce. Zemdlała na szczęście złapałem ją, nim upadła. Po chwili gdy odzyskała przytomność zapytała:
-To kto teraz Marcysiu zagra twojego księcia? Jutro wieczorem występ a kto nauczy się tego wszystkiego tak szybko?
-Ja umiem ten układ psze pani- mruknąłem na co dyrka przyjrzała mi się bliżej.
-Hmmm, no dobrze niech ci będzie. Wyszliśmy z budynku ciesząc się jak głupi. Gdy przekroczyłem próg domu Marcy pierwsze co zauważyłem to jej bieliznę pod drzwiami łazienki. Odsunęła ją nogą, wyraźnie zawstydzona. JWygrzebała z torby płytę z piosenką. Włączyła ją, po czym ująłem delikatnie jej rękę . Drugą swoją rękę położyłem na jej talii. Po kilku minutach tańca Marcy zatrzymała płytę i powiedziała.
-Okej teraz połóż obydwie ręce na mojej talii.- Wykonałem jej polecenie przy okazji ściskając jej tyłek. Spojrzała na mnie
-Skup się, Jasiek. Wzięła moje dłonie ze swojej talii i zrobiła szpagat. Nadal trzymałem ją za ręce. -Teraz mnie podnieś.-Powiedziała. Znów wykonałem polecenie, tym razem trzymając ręce przy sobie.
-Świetnie. - zgięła nogi, oplatając nimi moje plecy.- Teraz trochę mnie opuść- zrobiłem to najdelikatniej jak mogłem. Po chwili położyła obie dłonie na mojej szyji. Okręciła się najpierw w jedną stronę potem w drugą lekka jak piórko. Rzuciłem ją na leżącą obok kanapę. Nie słysząc słowa sprzeciwu zacząłem całować ją po szyji.
****************************
Witam witam!
Jest 12 rozdział. Jak zwykle lekko spóźnony. No ale cóż...
Zapraszam na aska: http://ask.fm/AgacjaaS
I piszcie co myślicie o tym wszystkim. Czy jaś pomoże Marcy czy tylko ja wkurzy? A co jeśli w ostatniej chwili wszystko się załamie jak słaba konstrukcja.... ?
Piszcie, pytajcie, oceniajcie, i bierzcie udział w ankiecie
Yo ;*
piątek, 24 kwietnia 2015
Rozdział 11
,,Po chwili oderwał się ode mnie i ledwo łapiąc oddech powiedział: -Jeszcze tu wrócę, zobaczycie" Następnego dnia:
Z perspektywy Marcy:
Przedostatnia lekcja dzisiejszego dnia dobiegała końca. Jeszcze tylko wf i do domu. Po dzisiejszym maratonie kartkówek mam dość. Nauczycielka geografii zwana potocznie- Mapą pytała wszystkich przy tablicy. Ja dostałam -5 więc z głowy mam naukę na poprawę. Całą lekcję gadałam z Rose, ale kątem oka spoglądałam na Jasia.
-Co ty się tak na niego patrzysz, co?- zapytała bawiąc się kosmykiem czerwonych włosów
-Spadaj wcale nie patrzę na niego- wywróciłam oczami
-Mmm, podoba Ci się, co nie?
-No coś ty. Porypało? Znam gości milion razy przystojniejszych niż on- zaprzeczyłam
-Robert Pattinson się nie liczy, słonko.- uśmiechnęła się wrednie, ale ja nie dałam za wygraną
-No a kto z nim gada ciągle na facebooku?- uśmiechnęłam się widząc na jej twarzy rumieńce Zadzwonił dzwonek. Wszyscy wybiegli w niesamowicie szybkim tempie. Teraz mieliśmy dłuższą, bo dwudziestominutową przerwę. Idąc przez korytarz Rose nagle zauważyła karteczkę przyczepioną do ściany. Było tam wyraźnie napisane ,, Uwaga, uwaga!! Marcy Euphory daje dupy!! usługi od poniedziałku do piątku!! Wszyscy chłopcy mile widziani" Wpadłam w furię. Zacisnęłam pięści. Zerwałam kartkę i podarłam ją. Przez moją głowę przeszło tysiące twarzy. Kto mógł to napisać. Nagle podbiegła do mnie Rita. Miała rozciętą wargę i była cała poobijana
-To...to Carmelia. Chciała zemsty.-Powiedziała ledwo łapiąc oddech.
Rose natychmiast zaczęła dzwonić do rodziców Rity. Zgniotłam resztki przedartej kartki. To jasne jak słońce, kto inny pragnie zemsty tak jak ona? Pobiegłam jej szukać. Po kilku minutach znalazłam ją obok szatni.
-O witaj, i jak się biznes rozkręca?- zaśmiała się szyderczo.
Może i jestem wściekła, ale napewno nie dam się poniżyć tej wariatce. Nie miałam zamiaru się z nią bić, bo po pierwsze jest ode mnie o głowę niższa, a po drugie - muszę trzymać klasę. Mimo woli chwyciłam ją za nadgarstek mocno wciskając w nią swoje paznokcie
-Słuchaj mała- powiedziałam niskim, groźnym głosem - kto zadziera ze mną, kończy albo w szpitalu, albo w sądzie, jasne?
Ona jednak nie dała za wygraną, i już chciała mnie uderzyć z liścia. Na szczęście byłam szybsza i złapałam ją także za drugi nadgarstek. Wokół nas zdążył się zebrać dosyć duży tłum.
-Ho ho, moja droga- zaśmiałam się kompletnie na luzie- z takimi prostaczkami jak ty nikt nie ma zamiaru rozmawiać- prychnęłam donośnie i pewnie. Carmelia upadła na ziemię i zaczęła ryczeć jak ostatnia oferma. Nagle zauważyłam taki sam plakat na ścianie obok. Zerwałam go i powiedziałam:
-A to, trafi na policję.
Z perspektywy Rity:
Wracając do domu cała zakrwawiona opowiadałam Rose jak do tego doszło. Carmelia często prosiła żeby pomóc jej w zemście ale zawsze przepuszczałam to przez palce. Ostatnio nawet pisała do mnie o tych plakatach ale ja durna nie odbierałam wiadomości. Gdy zobaczyłam jeden z plakatów coś zaczęło mi świtać. Rozmawiałam z Carmelią, grożąc jej ,że wszystko powiem Marcy. Wtedy ona mnie pobiła. Mam teraz rozciętą dolną wargę, podbite lewe oko, jestem podrapana i cała posiniaczona. Dlaczego ona jest taka zła i zazdrosna? Co ona chce osiągnąć?- Łykałam kolejne mililitry krwi, ciągle nie mogąc sobie uświadomić co właśnie się stało.
Z perspektywy Marcy:
Mam dość. Wf wykończył mnie do dna. A teraz zamiast iść do domu odpocząć mam się włóczyć po komisariatach, tak? Zaraz po lekcjach poszłam na policję. Przedstawiłam sprawę dość odważnie jak na oskarżoną niesłusznie o dawanie dupy. Szybkim i zdecydowanym krokiem ruszyłam w stronę domu. Informacja, że policja wszystkim się zajmie podniosła mnie na duchu. Miałam raptem godzinę do rozpoczęcia zajęć z czego dwadzieścia minut drogi do domu. Przyśpieszyłam kroku. Znalazłam się na miejscu trochę szybciej niż przewidywałam. Gdy tylko przestąpiłam próg mieszkania odetchnęłam z ulgą. Rozebrałam się z pochlapanych krwią Rity ubrań i poszłam pod prysznic. Ten prysznic dobrze mi zrobił, przynajmniej już nie śmierdziałam tym pieprzonym wfem. Przebrałam się w czerwoną, krótką bluzkę w białe kropki. Do tego wcisnęłam na siebie żółte legginsy i czerwone trampki. Czarne, długie włosy rozpuściłam. Usta przejechałam błyszczykiem z macka i oczy podkreśliłam tuszem do rzęs. Jeszcze raz przeczesałam włosy, włożyłam kurtkę, wzięłam torbę i wyszłam. W drodze niestety efekt żywej i radosnej mi przeszedł i przypomniałam sobie jak bardzo bolą mnie nogi i głowa. W salce Adam już na mnie czekał. Uśmiechnął się i pocałował mnie w czoło. Uniosłam na niego wzrok, aby mógł pocałować mnie w usta.
-Adam, nie mogę dzisiaj ćwiczyć. Może dla odmiany pójdziemy na jakieś lody? Jest ładna pogoda...- powiedziałam zmęczona.
-No dobra, też tak uważam.
I wyszliśmy. Adam całą drogę robił wszytko żeby mnie rozweselić. A ja udawałam, że mu się udaje i co jakiś czas posyłałam mu uśmiech. Przechodziliśmy przez ostatnie na naszej trasie pasy . On szedł tyłem, kilka kroków dalej ode mnie, ciągle o czymś mówiąc. Nagle krzyknęłam : -Adam, uważaj!! Niestety było już za późno. Wielka ciężarówka przejechała, a jej kierowca nawet nie zaważył co się stało. Łzy napłynęły do moich oczu. Zaczęłam wystukiwać numer karetki w telefonie ale i tak nic by to nie pomogło. Z Adama praktycznie nie było co zbierać. Moje oczy jeszcze bardziej zaszły łzami. Słyszałam w moich uszach tylko głuchy szum. Adam już nie żyje
*********************************
,, najgorsze są te problemy, które powracają jak bumerang"
Jest 20:31 i wrzucamy nowy rozdział :D
jak myślicie CO BĘDZIE DALEJ?!
Jak wyobrażacie sobie dalszy rozwój wydarzeń?
Piszcie co o tym wszystkim sądzicie. spodziewaliście się czegoś takiego?
Z perspektywy Marcy:
Przedostatnia lekcja dzisiejszego dnia dobiegała końca. Jeszcze tylko wf i do domu. Po dzisiejszym maratonie kartkówek mam dość. Nauczycielka geografii zwana potocznie- Mapą pytała wszystkich przy tablicy. Ja dostałam -5 więc z głowy mam naukę na poprawę. Całą lekcję gadałam z Rose, ale kątem oka spoglądałam na Jasia.
-Co ty się tak na niego patrzysz, co?- zapytała bawiąc się kosmykiem czerwonych włosów
-Spadaj wcale nie patrzę na niego- wywróciłam oczami
-Mmm, podoba Ci się, co nie?
-No coś ty. Porypało? Znam gości milion razy przystojniejszych niż on- zaprzeczyłam
-Robert Pattinson się nie liczy, słonko.- uśmiechnęła się wrednie, ale ja nie dałam za wygraną
-No a kto z nim gada ciągle na facebooku?- uśmiechnęłam się widząc na jej twarzy rumieńce Zadzwonił dzwonek. Wszyscy wybiegli w niesamowicie szybkim tempie. Teraz mieliśmy dłuższą, bo dwudziestominutową przerwę. Idąc przez korytarz Rose nagle zauważyła karteczkę przyczepioną do ściany. Było tam wyraźnie napisane ,, Uwaga, uwaga!! Marcy Euphory daje dupy!! usługi od poniedziałku do piątku!! Wszyscy chłopcy mile widziani" Wpadłam w furię. Zacisnęłam pięści. Zerwałam kartkę i podarłam ją. Przez moją głowę przeszło tysiące twarzy. Kto mógł to napisać. Nagle podbiegła do mnie Rita. Miała rozciętą wargę i była cała poobijana
-To...to Carmelia. Chciała zemsty.-Powiedziała ledwo łapiąc oddech.
Rose natychmiast zaczęła dzwonić do rodziców Rity. Zgniotłam resztki przedartej kartki. To jasne jak słońce, kto inny pragnie zemsty tak jak ona? Pobiegłam jej szukać. Po kilku minutach znalazłam ją obok szatni.
-O witaj, i jak się biznes rozkręca?- zaśmiała się szyderczo.
Może i jestem wściekła, ale napewno nie dam się poniżyć tej wariatce. Nie miałam zamiaru się z nią bić, bo po pierwsze jest ode mnie o głowę niższa, a po drugie - muszę trzymać klasę. Mimo woli chwyciłam ją za nadgarstek mocno wciskając w nią swoje paznokcie
-Słuchaj mała- powiedziałam niskim, groźnym głosem - kto zadziera ze mną, kończy albo w szpitalu, albo w sądzie, jasne?
Ona jednak nie dała za wygraną, i już chciała mnie uderzyć z liścia. Na szczęście byłam szybsza i złapałam ją także za drugi nadgarstek. Wokół nas zdążył się zebrać dosyć duży tłum.
-Ho ho, moja droga- zaśmiałam się kompletnie na luzie- z takimi prostaczkami jak ty nikt nie ma zamiaru rozmawiać- prychnęłam donośnie i pewnie. Carmelia upadła na ziemię i zaczęła ryczeć jak ostatnia oferma. Nagle zauważyłam taki sam plakat na ścianie obok. Zerwałam go i powiedziałam:
-A to, trafi na policję.
Z perspektywy Rity:
Wracając do domu cała zakrwawiona opowiadałam Rose jak do tego doszło. Carmelia często prosiła żeby pomóc jej w zemście ale zawsze przepuszczałam to przez palce. Ostatnio nawet pisała do mnie o tych plakatach ale ja durna nie odbierałam wiadomości. Gdy zobaczyłam jeden z plakatów coś zaczęło mi świtać. Rozmawiałam z Carmelią, grożąc jej ,że wszystko powiem Marcy. Wtedy ona mnie pobiła. Mam teraz rozciętą dolną wargę, podbite lewe oko, jestem podrapana i cała posiniaczona. Dlaczego ona jest taka zła i zazdrosna? Co ona chce osiągnąć?- Łykałam kolejne mililitry krwi, ciągle nie mogąc sobie uświadomić co właśnie się stało.
Z perspektywy Marcy:
Mam dość. Wf wykończył mnie do dna. A teraz zamiast iść do domu odpocząć mam się włóczyć po komisariatach, tak? Zaraz po lekcjach poszłam na policję. Przedstawiłam sprawę dość odważnie jak na oskarżoną niesłusznie o dawanie dupy. Szybkim i zdecydowanym krokiem ruszyłam w stronę domu. Informacja, że policja wszystkim się zajmie podniosła mnie na duchu. Miałam raptem godzinę do rozpoczęcia zajęć z czego dwadzieścia minut drogi do domu. Przyśpieszyłam kroku. Znalazłam się na miejscu trochę szybciej niż przewidywałam. Gdy tylko przestąpiłam próg mieszkania odetchnęłam z ulgą. Rozebrałam się z pochlapanych krwią Rity ubrań i poszłam pod prysznic. Ten prysznic dobrze mi zrobił, przynajmniej już nie śmierdziałam tym pieprzonym wfem. Przebrałam się w czerwoną, krótką bluzkę w białe kropki. Do tego wcisnęłam na siebie żółte legginsy i czerwone trampki. Czarne, długie włosy rozpuściłam. Usta przejechałam błyszczykiem z macka i oczy podkreśliłam tuszem do rzęs. Jeszcze raz przeczesałam włosy, włożyłam kurtkę, wzięłam torbę i wyszłam. W drodze niestety efekt żywej i radosnej mi przeszedł i przypomniałam sobie jak bardzo bolą mnie nogi i głowa. W salce Adam już na mnie czekał. Uśmiechnął się i pocałował mnie w czoło. Uniosłam na niego wzrok, aby mógł pocałować mnie w usta.
-Adam, nie mogę dzisiaj ćwiczyć. Może dla odmiany pójdziemy na jakieś lody? Jest ładna pogoda...- powiedziałam zmęczona.
-No dobra, też tak uważam.
I wyszliśmy. Adam całą drogę robił wszytko żeby mnie rozweselić. A ja udawałam, że mu się udaje i co jakiś czas posyłałam mu uśmiech. Przechodziliśmy przez ostatnie na naszej trasie pasy . On szedł tyłem, kilka kroków dalej ode mnie, ciągle o czymś mówiąc. Nagle krzyknęłam : -Adam, uważaj!! Niestety było już za późno. Wielka ciężarówka przejechała, a jej kierowca nawet nie zaważył co się stało. Łzy napłynęły do moich oczu. Zaczęłam wystukiwać numer karetki w telefonie ale i tak nic by to nie pomogło. Z Adama praktycznie nie było co zbierać. Moje oczy jeszcze bardziej zaszły łzami. Słyszałam w moich uszach tylko głuchy szum. Adam już nie żyje
*********************************
,, najgorsze są te problemy, które powracają jak bumerang"
Jest 20:31 i wrzucamy nowy rozdział :D
jak myślicie CO BĘDZIE DALEJ?!
Jak wyobrażacie sobie dalszy rozwój wydarzeń?
Piszcie co o tym wszystkim sądzicie. spodziewaliście się czegoś takiego?
środa, 22 kwietnia 2015
Rozdział 10
Z perspektywy Rity:
Jaś mruknął do mojego ucha
-Kocham cię mała, wiesz?- moje serce zabiło mocniej
-Udowodnij- szepnęłam posyłając mu ciepły uśmiech.
Jaś poowoli przybliżał się do moich drżących warg. Patrzył mi głęboko w oczy. Był coraz bliżej, i bliżej i bliżej i... Dryyyń! - zadzwonił budzik. Otworzyłam oczy, ale po chwili miałam ochotę je zamknąć i się rozpłakać. Wstałam, obróciłam się w stronę lustra i zaśmiałam się sama do siebie. No co wariatko smęcisz jak wczoraj leżałaś w ramionach faceta ze swoich snów? Otworzyłam szafę. Wyjęłam parę przedartych na kolanach jeansów i bluzkę w arbuzy z napisem ,,Wathermelon'' Poszłam szybko pod prysznic, włożyłam bluzkę i spodnie i zaczesałam włosy w warkocz. Spojrzałam na zegarek. O matko, co tak wcześnie, przecież dopiero 06:10. Usiadłam na kanapie wzdychając. Zanim wyjdę z pokoju i robiąc śniadanie zbudzę wszystkich, może warto spędzić jeszcze chwilę w tym pokoju. Spojrzałam na telewizor, na którym wczoraj graliśmy w fifę. Tu, na tej kanapie przytulał mnie Jaś, a tam dalej leżał Camil i jedzenie. Spojrzałam jeszcze raz w lustro. Wyjęłam z szuflady biurka tusz do rzęs i przeciągnęłam nim kilkakrotnie rzęsy. Następnie wyjęłam buteleczkę z podkładem, nałożyłam kilka kropel na pędzel i wklepałam w skórę. Tyle. Potem sięgnęłam do drugiej szuflady. Znalazłam tam kwiatową apaszkę, którą zawiązałam sobie wokół głowy. Do tego ubrałam naszyjnik z sową. Wyszłam do kuchni w celu zrobienia sobie jajecznicy. Niestety lodówkę zastałam pustą -Hmm- pomyślałam- zostało mi jeszcze mnóstwo czasu pójdę do sklepu po coś na śniadanie. Włożyłam kurtkę i wyszłam
Z perspektywy Jasia:
Piękny, wiosenny poranek. Wyszedłem jak zawsze o szóstej, pobiegać. Po ciężkiej nocy warto pobiegać. Od kiedy wróciłem od Rity ciągle myślałem o tym co się tam wydarzyło. Może poszedłem o krok za daleko i teraz zrobi sobie fałszywą nadzieję? Nocą wszystko analizowałem jeszcze raz i powoli. Niestety nie wyciągnąłem żadnych wniosków ani chociaż wskazówki co powinienem teraz zrobić. Biegłem tak przed siebie dobre parenaście minut słuchając muzyki na mojej mp4. Zmieniałem właśnie piosenkę, aż tu nagle coś a właściwie ktoś odbił się ode mnie. Podniosłem wzrok. Rita stała wyraźnie zdezorientowana.
-Cześć- przywitałem się miło
-Hej, co ty tu robisz?- zapytała ukrywając uśmiech w rękawie dresu.
-Biegam przed wyjściem do szkoły. A ty?- mówiłem miło, jak na piękny poranek przystało -Chciałam kupić coś na śniadanie Nagle do głowy wpadła mi myśl
-Może zjesz u mnie?- zapytałem entuzjastycznie Rita chwilę się jeszcze wahała, ale po chwili pobiegła po plecak do domu. Stałem tak pod drzewem ciesząc się jak głupi do sera. Uśmiech raczej zszedł mi z twarzy kiedy uświadomiłem sobie, że nie umiem gotować.
Kilkanaście minurt później
Otworzyłem drzwi mieszkania.
-Witam w mojej posiadłości!- wykrzyknąłem z nutką ironii
-Łał. Jasieek, a ty w ogóle umiesz gotować?- zapytała ze śmiechem
-Nie. Ale wynająłem sobie murzynka. Oboje się zaśmialiśmy. Po jakichś dwudziestu minutach wszystko było gotowe. Zrobiliśmy górę kanapek. Użyliśmy chyba wszystkiego co było w domu:ser, jajka,majonez,ogórki kiszone, sałata,cebula, szynka, pomidor itd.Co prawda zjedliśmy może połowę tego co zrobiliśmy, ale na resztę już czekała moja rodzina. Potem rozmawialiśmy całą drogę do szkoły.
Tydzień później
Z perspektywy Jasia:
Dzisiejszy dzień był znakiem, że wiosna rozpoczęła się na dobre. Co prawda w tamtym tygodniu kilka razy padał deszcz, ale już takie są uroki wiosny. Byłem właśnie w drodze do szkoły tańca. Shyaer i ja jesteśmy jedną z najlepiej tańczących par. Marcy i Adam co raz częściej są u nas na próbach. Uwielbiam patrzeć jak Marcy tańczy, jezt wtedy taka prawdzwa... Szkoda tylko że ten pajac z nią tańczy. Najchętniej zawaliłbym mu w mordę... co z tego że jest gwiazdą? Najwyżej pójdę do więzienia, przynajmniej będę mógł spać całymi dniami. Otworzyłem drzwi wejściowe do budynku. Nawet nie zdążyłem się przebrać bo zawołała mnie dyrektorka. Nie wiedziałem o co chodzi więc nie snułem niepotrzebnych domysłów.
-Janie, nie wiem czy doszła już do ciebie wiadomość, że Shyaer złamała nogę- moje serce zaczęło bić mocniej.
-I co w związku z tym?-zapytałem cały się telepiąc
-Z tego powodu, że obsada jest pełna będziemy musieli usunąć cię z przedstawienia- stałem nieruchomo próbując uświadomić sobie co właśnie się stało.
-Acha, dziękuję, do widzenia- powiedziałem, po czym zacisnąłem policzki i wyszedłem. Miałem ochotę iść i się powiesić.
Z perspektywy Marcy:
-Zaczekaj!- krzyknęłam biegnąc za nim Jaś obrócił się i spojrzał na mnie. Od razu zauważyłam, że jego szczęka się rozluźniła. W tym momencie zastanawiałam się co mu powiedzieć. On jednak podszedł do mnie i mnie przytulił. Wtuliłam nos w jego pachnącą proszkiem do prania bluzę. Nagle mruknęłam
-Zrobię wszystko, żebyś został księciem On uśmiechnął się delikatnie i spojrzał mi w oczy. Przysunął się bliżej mnie dzięki czemu poczułam dokładnie jego oddech. Oblizałam wargi po czym przysunęłam je bliżej jego warg. On znów uśmiechnął się delikatnie po czym zaczął mnie całować. Był w tym jakieś milion procent lepszy niż Adam. Dlaczego? Nie wiem ale chciałam więcej i więcej. Wciąż bawiłam się jego kosmykiem włosów, co jak widać bardzo go dekoncentrowało. Po chwili oderwał się ode mnie i ledwo łapiąc oddech powiedział:
-Jeszcze tu wrócę, zobaczycie
*************************************
Heej :D
mam prośbę. Każdy z was w komentarzu ktokolwiek przeczyta ten rozdział napisze np. Ja! albo chociarz ,,:)" Chodzi mi o to, aby zobaczyć ile was jest. Może być nawet z anonima, ale z imionami plz
P.S bierzcie udział w ankiecie, i piszcie kto ma byc z Jasiem Marcy czy Rita? A Adam? Jest waszym zdaniem pozytywny czy negatywny?
Jaś mruknął do mojego ucha
-Kocham cię mała, wiesz?- moje serce zabiło mocniej
-Udowodnij- szepnęłam posyłając mu ciepły uśmiech.
Jaś poowoli przybliżał się do moich drżących warg. Patrzył mi głęboko w oczy. Był coraz bliżej, i bliżej i bliżej i... Dryyyń! - zadzwonił budzik. Otworzyłam oczy, ale po chwili miałam ochotę je zamknąć i się rozpłakać. Wstałam, obróciłam się w stronę lustra i zaśmiałam się sama do siebie. No co wariatko smęcisz jak wczoraj leżałaś w ramionach faceta ze swoich snów? Otworzyłam szafę. Wyjęłam parę przedartych na kolanach jeansów i bluzkę w arbuzy z napisem ,,Wathermelon'' Poszłam szybko pod prysznic, włożyłam bluzkę i spodnie i zaczesałam włosy w warkocz. Spojrzałam na zegarek. O matko, co tak wcześnie, przecież dopiero 06:10. Usiadłam na kanapie wzdychając. Zanim wyjdę z pokoju i robiąc śniadanie zbudzę wszystkich, może warto spędzić jeszcze chwilę w tym pokoju. Spojrzałam na telewizor, na którym wczoraj graliśmy w fifę. Tu, na tej kanapie przytulał mnie Jaś, a tam dalej leżał Camil i jedzenie. Spojrzałam jeszcze raz w lustro. Wyjęłam z szuflady biurka tusz do rzęs i przeciągnęłam nim kilkakrotnie rzęsy. Następnie wyjęłam buteleczkę z podkładem, nałożyłam kilka kropel na pędzel i wklepałam w skórę. Tyle. Potem sięgnęłam do drugiej szuflady. Znalazłam tam kwiatową apaszkę, którą zawiązałam sobie wokół głowy. Do tego ubrałam naszyjnik z sową. Wyszłam do kuchni w celu zrobienia sobie jajecznicy. Niestety lodówkę zastałam pustą -Hmm- pomyślałam- zostało mi jeszcze mnóstwo czasu pójdę do sklepu po coś na śniadanie. Włożyłam kurtkę i wyszłam
Z perspektywy Jasia:
Piękny, wiosenny poranek. Wyszedłem jak zawsze o szóstej, pobiegać. Po ciężkiej nocy warto pobiegać. Od kiedy wróciłem od Rity ciągle myślałem o tym co się tam wydarzyło. Może poszedłem o krok za daleko i teraz zrobi sobie fałszywą nadzieję? Nocą wszystko analizowałem jeszcze raz i powoli. Niestety nie wyciągnąłem żadnych wniosków ani chociaż wskazówki co powinienem teraz zrobić. Biegłem tak przed siebie dobre parenaście minut słuchając muzyki na mojej mp4. Zmieniałem właśnie piosenkę, aż tu nagle coś a właściwie ktoś odbił się ode mnie. Podniosłem wzrok. Rita stała wyraźnie zdezorientowana.
-Cześć- przywitałem się miło
-Hej, co ty tu robisz?- zapytała ukrywając uśmiech w rękawie dresu.
-Biegam przed wyjściem do szkoły. A ty?- mówiłem miło, jak na piękny poranek przystało -Chciałam kupić coś na śniadanie Nagle do głowy wpadła mi myśl
-Może zjesz u mnie?- zapytałem entuzjastycznie Rita chwilę się jeszcze wahała, ale po chwili pobiegła po plecak do domu. Stałem tak pod drzewem ciesząc się jak głupi do sera. Uśmiech raczej zszedł mi z twarzy kiedy uświadomiłem sobie, że nie umiem gotować.
Kilkanaście minurt później
Otworzyłem drzwi mieszkania.
-Witam w mojej posiadłości!- wykrzyknąłem z nutką ironii
-Łał. Jasieek, a ty w ogóle umiesz gotować?- zapytała ze śmiechem
-Nie. Ale wynająłem sobie murzynka. Oboje się zaśmialiśmy. Po jakichś dwudziestu minutach wszystko było gotowe. Zrobiliśmy górę kanapek. Użyliśmy chyba wszystkiego co było w domu:ser, jajka,majonez,ogórki kiszone, sałata,cebula, szynka, pomidor itd.Co prawda zjedliśmy może połowę tego co zrobiliśmy, ale na resztę już czekała moja rodzina. Potem rozmawialiśmy całą drogę do szkoły.
Tydzień później
Z perspektywy Jasia:
Dzisiejszy dzień był znakiem, że wiosna rozpoczęła się na dobre. Co prawda w tamtym tygodniu kilka razy padał deszcz, ale już takie są uroki wiosny. Byłem właśnie w drodze do szkoły tańca. Shyaer i ja jesteśmy jedną z najlepiej tańczących par. Marcy i Adam co raz częściej są u nas na próbach. Uwielbiam patrzeć jak Marcy tańczy, jezt wtedy taka prawdzwa... Szkoda tylko że ten pajac z nią tańczy. Najchętniej zawaliłbym mu w mordę... co z tego że jest gwiazdą? Najwyżej pójdę do więzienia, przynajmniej będę mógł spać całymi dniami. Otworzyłem drzwi wejściowe do budynku. Nawet nie zdążyłem się przebrać bo zawołała mnie dyrektorka. Nie wiedziałem o co chodzi więc nie snułem niepotrzebnych domysłów.
-Janie, nie wiem czy doszła już do ciebie wiadomość, że Shyaer złamała nogę- moje serce zaczęło bić mocniej.
-I co w związku z tym?-zapytałem cały się telepiąc
-Z tego powodu, że obsada jest pełna będziemy musieli usunąć cię z przedstawienia- stałem nieruchomo próbując uświadomić sobie co właśnie się stało.
-Acha, dziękuję, do widzenia- powiedziałem, po czym zacisnąłem policzki i wyszedłem. Miałem ochotę iść i się powiesić.
Z perspektywy Marcy:
-Zaczekaj!- krzyknęłam biegnąc za nim Jaś obrócił się i spojrzał na mnie. Od razu zauważyłam, że jego szczęka się rozluźniła. W tym momencie zastanawiałam się co mu powiedzieć. On jednak podszedł do mnie i mnie przytulił. Wtuliłam nos w jego pachnącą proszkiem do prania bluzę. Nagle mruknęłam
-Zrobię wszystko, żebyś został księciem On uśmiechnął się delikatnie i spojrzał mi w oczy. Przysunął się bliżej mnie dzięki czemu poczułam dokładnie jego oddech. Oblizałam wargi po czym przysunęłam je bliżej jego warg. On znów uśmiechnął się delikatnie po czym zaczął mnie całować. Był w tym jakieś milion procent lepszy niż Adam. Dlaczego? Nie wiem ale chciałam więcej i więcej. Wciąż bawiłam się jego kosmykiem włosów, co jak widać bardzo go dekoncentrowało. Po chwili oderwał się ode mnie i ledwo łapiąc oddech powiedział:
-Jeszcze tu wrócę, zobaczycie
*************************************
Heej :D
mam prośbę. Każdy z was w komentarzu ktokolwiek przeczyta ten rozdział napisze np. Ja! albo chociarz ,,:)" Chodzi mi o to, aby zobaczyć ile was jest. Może być nawet z anonima, ale z imionami plz
P.S bierzcie udział w ankiecie, i piszcie kto ma byc z Jasiem Marcy czy Rita? A Adam? Jest waszym zdaniem pozytywny czy negatywny?
niedziela, 19 kwietnia 2015
Rozdział 9
,,-Umówieni.- Odpowiedziałem wciąż zastanawiając się nad tym jaką twarz Rita przyjmie jutro. "
Z perspektywy Rity:
Wpadłam do domu jak bomba. Matka popatrzyła na mnie jak na idiotkę.
-Stało się coś?
-Jedziecie dzisiaj do tych dziadków, co nie?
- Tak, a co? -
Mogę zaprosić kolegów?- mama znów spojrzała na mnie tym swoim podejrzliwym wzrokiem. Odkładając na chwilę niedokończonego pieroga zapytała z lekkim uśmiechem
-Czy ty masz chłopaka?
-Nie, jednorożca z kokardką mamo. I pomóż mi sprzątać w tym domu bo jak tu wpadną to się pozabijają o te graty.
Poszłam do swojego pokoju i rzuciłam torbę na podłogę. Postanowiłam sprzątanie zacząć właśnie tu. Odsłoniłam ciemne firanki i do pokoju wpadły pojedyncze promyki słońca. Kurz unosił się w powietrzu przez co w pokoju nie można było wytrzymać. Otworzyłam oszklone drzwi na balkon, dzięki czemu do pokoju wpadło świeże powietrze. Przez następne dwie godziny doprowadzałam pokój do porządku. Odkurzałam, myłam okna, ścierałam kurze, szorowałam parapety i podłogę, trzepałam dywan, pościel oraz poduszki i składałam ubrania. W końcu stanęłam przed lustrem. -Hmm- pomyślałam- pamiętaj Rita ,,Na luzie". Wyjęłam z szafy dresową bluzę, ale po chwili wzdrygnęłam się. Przeszukałam szafę w poszukiwaniu białego podkoszulka z guziczkami. Odkopałam także koszulę, ale najpierw wymiętoliłam ją w rękach. Wcisnęłam na siebie legginsy w poziome paski. Rozpuściłam włosy. Nagle zadzwonił dzwonek do drzwi.
Z perspektywy Jasia:
Stałem z Camilem przed drzwiami domu Rity. Wcisnąłem dzwonek do drzwi. Otworzyła nam oczywiście Rita.
-Heej!- wykrzyknęła radośnie
-Czeeść- przywitał się Camil, a ja mu zawtórowałem
Usiedliśmy wszyscy i włączyliśmy grę. Ustaliliśmy, że będziemy się zmieniać co jakiś czas. Rita była Realem, a ja na zmianę z Camilem , który gra w to beznadziejnie- Barcą.
-Masz coś do jedzenia?- zapytał bezczelnie Camil
-Hmm, zobaczę- wstała z kanapy i zajrzała do szafki. Po chwili grzebania wyjęła paczkę płatków. -Może być? Po chwili jednak wyciągnęła z innej szafki paczkę paprykowych chipsów. Oczywiście całe to włączanie gry i przechodzenie samouczków zajęło nam chwilkę, ale nie było nudno, ponieważ Camil sypał żartami. Przez kolejne pół godziny graliśmy w najlepsze, i wygrywaliśmy z Camilem 1:0. Za każdym razem gdy Ricie nie udawało się strzelić nam gola i pudłowała, wyginała śmiesznie usta, co mnie okropnie dekoncentrowało. Nagle telefon Camila zabrzęczał po czym włączył się jeden z rapowych kawałków. Camil sięgnął po telefon
-Halo? Cześć kochanie - prychnęliśmy razem z Ritą znacząco - nie nic nie robię... hm no dobrze. Następnie wstał i zaczął się zbierać do wyjścia.
-Przepraszam was... Katy dzwoni, muszę jej pomóc w przemeblowaniu- burknął zmieszany
-No dobra, jeśli musisz, to leć- powiedziała Rita wyłączając pauzę w grze.
Gdy tylko Camil zamknął drzwi, Rita powiedziała cwaniacko:
-Teraz ci pokażę
-Zobaczymy- mruknąłem, strzelając jej kolejnego gola
Teraz zrobiła jeszcze bardziej skwaszoną minkę, przez co wyglądała jeszcze śmieszniej a zarazem słodko. Było mi jej żal, więc objąłem ją ramieniem. Wtuliłem na chwilę twarz w jej włosy by poczuć zapach jej szamponu do włosów.
-Jasiu- mruknęła, nie zwracając uwagi na to co teraz robię
-Tak?
-Wiem, że zachowałam się głupio wtedy w szatni. Poniosło mnie. Wybaczysz mi?- Zaśmiałem się, przytulając ją jeszcze mocniej
-Oczywiście
-Wierzysz mi ,że Marcelina jest zła?- Gdy usłyszałem te słowa, poczułem, kulę papieru w gardle. Moje ciało się spięło, co Rita musiała wyczuć więc odwróciła się do mnie twarzą
-Nie mogę.
Z perspektywy Marcy:
Po szkole ruszyłam od razu w stronę szkoły tańca. Dziś nie miałam zajęć z grupą, ale chciałam poćwiczyć układ z Adamem. On już czekał na mnie przygotowany w sali lustrzanej. Siedzieliśmy nad ekranem laptopa, który już ósmy raz wyświetlał filmik z naszym układem. Byliśmy otoczeni kartkami pełnymi zapisków. Po czterdziestu minutach zadecydowaliśmy włączyć do układy parę utrudnień i udoskonaleń. Po wszystkich poprawkach musiałam zdobyć się na te wszystkie szpagaty, gwiazdy, piruety-srety i inne takie. Teraz ledwo wyrabiałam a po zaledwie godzinie tańca byłam wykończona. Ale najważniejsze że było widać efekty. Wychodząc Adam zapytał :
-Odprowadzić cię do domu? Mam po drodze. Możemy też wstąpić po lody do kafejki.
-Okej, właściwie czemu nie?- odpowiedziałam posyłając my uśmiech zakochanej. A co tam, niech się cieszy. Gadaliśmy całą drogę. Przy okazji, dowiedziałam się o nim wiele. Adam jest bardzo miły, szarmancki, opiekuńczy, zabawny. Rozmowom nie było końca. Było już późno, latarnie uliczne oświetlały chodnik. Nagle Adam zapytał.
-Marcy, czy ty masz chłopaka?- zamarłam
-Nie- odpowiedziałam mimo woli. Z drugiej strony Adam nie wydawał mi się taki zły...
-Czyli nie jesteś z Jaśkiem?- wziął moje obie dłonie a po moim ciele przeszedł zimny dreszcz
-Nie, ledwo się znamy. Jesteśmy przyjaciółmi.
-Więc mogę zrobić tak?- W błyskawicznym tempie jego wargi znalazły się na moich. Przymknęłam oczy. Położył swoją lewą rękę na moich cach, przyciągając mnie do siebie. Delikatnie zagryzał moje wargi, przyciskając mnie do muru. Oplotłam nogami wokół jego tali przez co wydobył z siebie cichy pomruk. Zawiesiłam ręce na jego szyji bawiąc się kosmykiem jego włosów. Odsunął swoją twarz aby złapać oddech. Wciąż patrzył w moje oczy. Chwycił mój tyłek, aby mnie podciągnąć do góry co całkowicie mnie podpuściło. Dotknęłam przelotnie ręką jego krocza na co on zaczął całować mnie po szyji. Widząc, że to się mu podoba znów to zrobiłam tym razem zatrzymując rękę na jego kroczu. Ręką można było spokojnie wyczuć duże wybrzuszenie. Adam postawił mnie na ziemi. Jeszcze raz dotknęłam jego czułego miejsca.
-Bądź moją, a będzie tego więcej- puścił do mnie oko i odszedł
*********************************************************
Jest mega długi 9 rozdzial! Robi się gorącoo 8) Komentujcie moje fanfiction i głosujcie w ankiecie ;** Yo
Z perspektywy Rity:
Wpadłam do domu jak bomba. Matka popatrzyła na mnie jak na idiotkę.
-Stało się coś?
-Jedziecie dzisiaj do tych dziadków, co nie?
- Tak, a co? -
Mogę zaprosić kolegów?- mama znów spojrzała na mnie tym swoim podejrzliwym wzrokiem. Odkładając na chwilę niedokończonego pieroga zapytała z lekkim uśmiechem
-Czy ty masz chłopaka?
-Nie, jednorożca z kokardką mamo. I pomóż mi sprzątać w tym domu bo jak tu wpadną to się pozabijają o te graty.
Poszłam do swojego pokoju i rzuciłam torbę na podłogę. Postanowiłam sprzątanie zacząć właśnie tu. Odsłoniłam ciemne firanki i do pokoju wpadły pojedyncze promyki słońca. Kurz unosił się w powietrzu przez co w pokoju nie można było wytrzymać. Otworzyłam oszklone drzwi na balkon, dzięki czemu do pokoju wpadło świeże powietrze. Przez następne dwie godziny doprowadzałam pokój do porządku. Odkurzałam, myłam okna, ścierałam kurze, szorowałam parapety i podłogę, trzepałam dywan, pościel oraz poduszki i składałam ubrania. W końcu stanęłam przed lustrem. -Hmm- pomyślałam- pamiętaj Rita ,,Na luzie". Wyjęłam z szafy dresową bluzę, ale po chwili wzdrygnęłam się. Przeszukałam szafę w poszukiwaniu białego podkoszulka z guziczkami. Odkopałam także koszulę, ale najpierw wymiętoliłam ją w rękach. Wcisnęłam na siebie legginsy w poziome paski. Rozpuściłam włosy. Nagle zadzwonił dzwonek do drzwi.
Z perspektywy Jasia:
Stałem z Camilem przed drzwiami domu Rity. Wcisnąłem dzwonek do drzwi. Otworzyła nam oczywiście Rita.
-Heej!- wykrzyknęła radośnie
-Czeeść- przywitał się Camil, a ja mu zawtórowałem
Usiedliśmy wszyscy i włączyliśmy grę. Ustaliliśmy, że będziemy się zmieniać co jakiś czas. Rita była Realem, a ja na zmianę z Camilem , który gra w to beznadziejnie- Barcą.
-Masz coś do jedzenia?- zapytał bezczelnie Camil
-Hmm, zobaczę- wstała z kanapy i zajrzała do szafki. Po chwili grzebania wyjęła paczkę płatków. -Może być? Po chwili jednak wyciągnęła z innej szafki paczkę paprykowych chipsów. Oczywiście całe to włączanie gry i przechodzenie samouczków zajęło nam chwilkę, ale nie było nudno, ponieważ Camil sypał żartami. Przez kolejne pół godziny graliśmy w najlepsze, i wygrywaliśmy z Camilem 1:0. Za każdym razem gdy Ricie nie udawało się strzelić nam gola i pudłowała, wyginała śmiesznie usta, co mnie okropnie dekoncentrowało. Nagle telefon Camila zabrzęczał po czym włączył się jeden z rapowych kawałków. Camil sięgnął po telefon
-Halo? Cześć kochanie - prychnęliśmy razem z Ritą znacząco - nie nic nie robię... hm no dobrze. Następnie wstał i zaczął się zbierać do wyjścia.
-Przepraszam was... Katy dzwoni, muszę jej pomóc w przemeblowaniu- burknął zmieszany
-No dobra, jeśli musisz, to leć- powiedziała Rita wyłączając pauzę w grze.
Gdy tylko Camil zamknął drzwi, Rita powiedziała cwaniacko:
-Teraz ci pokażę
-Zobaczymy- mruknąłem, strzelając jej kolejnego gola
Teraz zrobiła jeszcze bardziej skwaszoną minkę, przez co wyglądała jeszcze śmieszniej a zarazem słodko. Było mi jej żal, więc objąłem ją ramieniem. Wtuliłem na chwilę twarz w jej włosy by poczuć zapach jej szamponu do włosów.
-Jasiu- mruknęła, nie zwracając uwagi na to co teraz robię
-Tak?
-Wiem, że zachowałam się głupio wtedy w szatni. Poniosło mnie. Wybaczysz mi?- Zaśmiałem się, przytulając ją jeszcze mocniej
-Oczywiście
-Wierzysz mi ,że Marcelina jest zła?- Gdy usłyszałem te słowa, poczułem, kulę papieru w gardle. Moje ciało się spięło, co Rita musiała wyczuć więc odwróciła się do mnie twarzą
-Nie mogę.
Z perspektywy Marcy:
Po szkole ruszyłam od razu w stronę szkoły tańca. Dziś nie miałam zajęć z grupą, ale chciałam poćwiczyć układ z Adamem. On już czekał na mnie przygotowany w sali lustrzanej. Siedzieliśmy nad ekranem laptopa, który już ósmy raz wyświetlał filmik z naszym układem. Byliśmy otoczeni kartkami pełnymi zapisków. Po czterdziestu minutach zadecydowaliśmy włączyć do układy parę utrudnień i udoskonaleń. Po wszystkich poprawkach musiałam zdobyć się na te wszystkie szpagaty, gwiazdy, piruety-srety i inne takie. Teraz ledwo wyrabiałam a po zaledwie godzinie tańca byłam wykończona. Ale najważniejsze że było widać efekty. Wychodząc Adam zapytał :
-Odprowadzić cię do domu? Mam po drodze. Możemy też wstąpić po lody do kafejki.
-Okej, właściwie czemu nie?- odpowiedziałam posyłając my uśmiech zakochanej. A co tam, niech się cieszy. Gadaliśmy całą drogę. Przy okazji, dowiedziałam się o nim wiele. Adam jest bardzo miły, szarmancki, opiekuńczy, zabawny. Rozmowom nie było końca. Było już późno, latarnie uliczne oświetlały chodnik. Nagle Adam zapytał.
-Marcy, czy ty masz chłopaka?- zamarłam
-Nie- odpowiedziałam mimo woli. Z drugiej strony Adam nie wydawał mi się taki zły...
-Czyli nie jesteś z Jaśkiem?- wziął moje obie dłonie a po moim ciele przeszedł zimny dreszcz
-Nie, ledwo się znamy. Jesteśmy przyjaciółmi.
-Więc mogę zrobić tak?- W błyskawicznym tempie jego wargi znalazły się na moich. Przymknęłam oczy. Położył swoją lewą rękę na moich cach, przyciągając mnie do siebie. Delikatnie zagryzał moje wargi, przyciskając mnie do muru. Oplotłam nogami wokół jego tali przez co wydobył z siebie cichy pomruk. Zawiesiłam ręce na jego szyji bawiąc się kosmykiem jego włosów. Odsunął swoją twarz aby złapać oddech. Wciąż patrzył w moje oczy. Chwycił mój tyłek, aby mnie podciągnąć do góry co całkowicie mnie podpuściło. Dotknęłam przelotnie ręką jego krocza na co on zaczął całować mnie po szyji. Widząc, że to się mu podoba znów to zrobiłam tym razem zatrzymując rękę na jego kroczu. Ręką można było spokojnie wyczuć duże wybrzuszenie. Adam postawił mnie na ziemi. Jeszcze raz dotknęłam jego czułego miejsca.
-Bądź moją, a będzie tego więcej- puścił do mnie oko i odszedł
*********************************************************
Jest mega długi 9 rozdzial! Robi się gorącoo 8) Komentujcie moje fanfiction i głosujcie w ankiecie ;** Yo
piątek, 17 kwietnia 2015
Rozdział 8
,,On tylko wyszeptał:
-Daj mi szansę
-Dam ci coś więcej- odpowiedziałam nie wiedząc co robię."
Z perspektywy Jasia:
Uśmiechnąłem się delikatnie. Wziąłem jej lewą dłoń i wysunąłem dalej. Prawą zjechałem z ramienia wprost do talii. Widocznie to podchwyciła i położyła prawą rękę na mojej szyji. Bawiła się kosmykiem moich roztrzepanych włosów uśmiechając się ciepło. Tańczyliśmy lekko i swobodnie jakby to była bajka Disneya. Obróciłem ją, ale zamiast wypuścić na powrót zatrzymałem w ramionach. Piosenka leciała dalej. Marcela mruknęła cicho:
-To tyle? -Obróciłem ją by znowu trzymała mnie za szyję. To mój słaby punkt. Lewą dłoń przesunąłem po jej ręce. Teraz moje obie ręce znajdowały się na jej gorących policzkach. Delikatne uniosłem jej głowę do góry. Jej duże czarne oczy wprawiały mnie w trans.
-Bo cię szanuję, jesteś piękna, a jednak twój talent przysłania wszystko.
Z perspektywy Marcy:
-Kartkówka!-Wycedziła przez zęby Szczota.
Cała klasa jęknęła zgodnie. Rose mrugnęła do mnie znacząco. Dobrze wie, że i tak rozwiążę jej wszystkie zadania. Kartkówka była dość prosta. Szczota po takiej formie tortur, nakarmiona naszym cierpieniem rozkazała nam robić ćwiczenia. Upajała się naszymi błędami, dumnie wpisując kolejne jedynki. Uzupełniałam ćwiczenia, jednym okiem zerkając na Jasia, który dziś nawet słowa nie zamienił z Ritą. Ona całą lekcję ukrywała swoją twarz w rudym ombre. Hmmm pomyślmy. Przewertowałam ją wzrokiem. Zrobiła coś i jest jej wstyd. Cała ona. Wariatka. Umiem wyczytać myśli i emocje z każdego. No oprócz Jaśka. Ten gość jest mega uparty. A jednak rozumny. Sądząc po jego dzisiejszym zachowaniu wobec mnie przemyślał to co wczoraj powiedział. ,, -Bo cię szanuję, jesteś piękna, a jednak twój talent przysłania wszystko. -no i dobrze odpowiedziałam wyrywając się z jego objęć". Chyba to zrozumiał. Mam nadzieję.
Z perspektywy Rity:Dobra, Ritka uda ci się. Bądź na luzie. Spojrzałam w ich stronę zagryzając wargę. Kuźwa. jeszcze ten Camil, noo. Dlaczego świat musi zawsze być przeciwko mnie? Myśl racjonalnie. Rita. Zaprosisz ich obojga. nie masz wyjścia. Szlag by trafił tego knypka.Tylko kurde po co... Co ja mam w domu takiego że by do mnie chcieli przyjść. Dwójkę rozwydrzonych bachorów i telewizor. No nieźle. Nagle mój telefon zabrzęczał. ,, Przyszła ta twoja fifa 15" - od Mama. Bingo. Kocham cię mamo, trafiłaś w dziesiątkę. tak właściwie to co może pójść nie tak? Już miałam ruszać przed siebie, ale znów zabrzęczał mój telefon. Tym razem Carmelia. Od wczoraj pisze mi ze planuje zemstę na Marcy i Jaśku. Nie mam bladego pojęcia co jej Jasiek zrobił, ale ja w to nie wchodzę. ,,nie zgadniesz czego się dowiedziałam! Jasiek też chodzi na lekcje tańca. jest w Marcy w grupie. Mozemy to wykorzystać przeciwko nim!"-Przeczytałam SMSa mimo woli. Przez chwilę czułam jakby coś we mnie pękło. czyli ze co, teraz to tak będzie wyglądać? Bez przyjaciółki, bez chłopaka...
Z perspektywy (znowu) Jasia:
Szedłem właśnie do klasy matematycznej razem z Camilem. Jest spoko, gadaliśmy nawet nie pamiętam o czym. Nagle podeszła do nas Rita. Na początku trochę się zdziwiłem, i już miałem protestować, ale w sumie... dlaczego nie? Rita uśmiechnęła się ciepło. Dlaczego to na mnie tak działa?
-Hej, ej może wpadniecie do mnie pograć w fifę?- spojrzała na nas jakbyśmy byli jej koleżankami a ona nas zapraszała na malowanie paznokci.- kupiłam piętnastkę i nie mam z kim grać- wygięła usta na swój charakterystyczny dla niej sposób.
-Okej, czemu nie?- odparłem. -Wszystko żeby tylko wymigać się od czwartkowego sprzątania- Powiedział Camil i wtedy właśnie przypomniałem sobie, że wtedy mówił właśnie o tym, że jego mama wprowadziła zasadę sprzątania w czwartki. Dziwak.
-Aha? - Rita uniosła jedną brew ale za chwilę zaśmiała się.-To jak? Umówieni?
-Umówieni.- Odpowiedziałem wciąż zastanawiając się nad tym jaką twarz Rita przyjmie jutro.
****************************************************
Cześć cześć cześć :D
Drodzy państwo, pam para rammm mamy nowy rozdział! Nie wiem jak wy ale ja to się cieszę.
Przepraszam za to, że tak późno, ale dzisiejszy dzień to jeden wielki tor przeszkód, który najwyraźniej dążył do tego by ten rozdział się nie pojawił.
Jestem wam mega wdzięczna za te 1000 wyświetleń. Jak dla mnie miazga, a myślę ze i wy jesteście zadowoleni z mojego fanfiction ^.^ Jak myślicie, czy Rita ma więcej twarzy niż jedną? Czy się zrechabuilituje? Czy Marcy poczuje coś do Jasia i jej chłodne serce zmięknie? I jak to się ma do tego całego Camila? A Adam? A tak btw to gdzie jest Rose?! Przekonacie się już w niedzielę ;)
Tymczasem ja się z wami żegnam, zapraszam do komentowania i głosowania w ankiecie. I pytanie do was wszystkich. Co powiecię na specjalną zakładkę na wasze pytania i moje odpowiedzi? Piszcie, bo jestem meega ciekawa ;3
Bayooo
-Daj mi szansę
-Dam ci coś więcej- odpowiedziałam nie wiedząc co robię."
Z perspektywy Jasia:
Uśmiechnąłem się delikatnie. Wziąłem jej lewą dłoń i wysunąłem dalej. Prawą zjechałem z ramienia wprost do talii. Widocznie to podchwyciła i położyła prawą rękę na mojej szyji. Bawiła się kosmykiem moich roztrzepanych włosów uśmiechając się ciepło. Tańczyliśmy lekko i swobodnie jakby to była bajka Disneya. Obróciłem ją, ale zamiast wypuścić na powrót zatrzymałem w ramionach. Piosenka leciała dalej. Marcela mruknęła cicho:
-To tyle? -Obróciłem ją by znowu trzymała mnie za szyję. To mój słaby punkt. Lewą dłoń przesunąłem po jej ręce. Teraz moje obie ręce znajdowały się na jej gorących policzkach. Delikatne uniosłem jej głowę do góry. Jej duże czarne oczy wprawiały mnie w trans.
-Bo cię szanuję, jesteś piękna, a jednak twój talent przysłania wszystko.
Z perspektywy Marcy:
-Kartkówka!-Wycedziła przez zęby Szczota.
Cała klasa jęknęła zgodnie. Rose mrugnęła do mnie znacząco. Dobrze wie, że i tak rozwiążę jej wszystkie zadania. Kartkówka była dość prosta. Szczota po takiej formie tortur, nakarmiona naszym cierpieniem rozkazała nam robić ćwiczenia. Upajała się naszymi błędami, dumnie wpisując kolejne jedynki. Uzupełniałam ćwiczenia, jednym okiem zerkając na Jasia, który dziś nawet słowa nie zamienił z Ritą. Ona całą lekcję ukrywała swoją twarz w rudym ombre. Hmmm pomyślmy. Przewertowałam ją wzrokiem. Zrobiła coś i jest jej wstyd. Cała ona. Wariatka. Umiem wyczytać myśli i emocje z każdego. No oprócz Jaśka. Ten gość jest mega uparty. A jednak rozumny. Sądząc po jego dzisiejszym zachowaniu wobec mnie przemyślał to co wczoraj powiedział. ,, -Bo cię szanuję, jesteś piękna, a jednak twój talent przysłania wszystko. -no i dobrze odpowiedziałam wyrywając się z jego objęć". Chyba to zrozumiał. Mam nadzieję.
Z perspektywy Rity:Dobra, Ritka uda ci się. Bądź na luzie. Spojrzałam w ich stronę zagryzając wargę. Kuźwa. jeszcze ten Camil, noo. Dlaczego świat musi zawsze być przeciwko mnie? Myśl racjonalnie. Rita. Zaprosisz ich obojga. nie masz wyjścia. Szlag by trafił tego knypka.Tylko kurde po co... Co ja mam w domu takiego że by do mnie chcieli przyjść. Dwójkę rozwydrzonych bachorów i telewizor. No nieźle. Nagle mój telefon zabrzęczał. ,, Przyszła ta twoja fifa 15" - od Mama. Bingo. Kocham cię mamo, trafiłaś w dziesiątkę. tak właściwie to co może pójść nie tak? Już miałam ruszać przed siebie, ale znów zabrzęczał mój telefon. Tym razem Carmelia. Od wczoraj pisze mi ze planuje zemstę na Marcy i Jaśku. Nie mam bladego pojęcia co jej Jasiek zrobił, ale ja w to nie wchodzę. ,,nie zgadniesz czego się dowiedziałam! Jasiek też chodzi na lekcje tańca. jest w Marcy w grupie. Mozemy to wykorzystać przeciwko nim!"-Przeczytałam SMSa mimo woli. Przez chwilę czułam jakby coś we mnie pękło. czyli ze co, teraz to tak będzie wyglądać? Bez przyjaciółki, bez chłopaka...
Z perspektywy (znowu) Jasia:
Szedłem właśnie do klasy matematycznej razem z Camilem. Jest spoko, gadaliśmy nawet nie pamiętam o czym. Nagle podeszła do nas Rita. Na początku trochę się zdziwiłem, i już miałem protestować, ale w sumie... dlaczego nie? Rita uśmiechnęła się ciepło. Dlaczego to na mnie tak działa?
-Hej, ej może wpadniecie do mnie pograć w fifę?- spojrzała na nas jakbyśmy byli jej koleżankami a ona nas zapraszała na malowanie paznokci.- kupiłam piętnastkę i nie mam z kim grać- wygięła usta na swój charakterystyczny dla niej sposób.
-Okej, czemu nie?- odparłem. -Wszystko żeby tylko wymigać się od czwartkowego sprzątania- Powiedział Camil i wtedy właśnie przypomniałem sobie, że wtedy mówił właśnie o tym, że jego mama wprowadziła zasadę sprzątania w czwartki. Dziwak.
-Aha? - Rita uniosła jedną brew ale za chwilę zaśmiała się.-To jak? Umówieni?
-Umówieni.- Odpowiedziałem wciąż zastanawiając się nad tym jaką twarz Rita przyjmie jutro.
****************************************************
Cześć cześć cześć :D
Drodzy państwo, pam para rammm mamy nowy rozdział! Nie wiem jak wy ale ja to się cieszę.
Przepraszam za to, że tak późno, ale dzisiejszy dzień to jeden wielki tor przeszkód, który najwyraźniej dążył do tego by ten rozdział się nie pojawił.
Jestem wam mega wdzięczna za te 1000 wyświetleń. Jak dla mnie miazga, a myślę ze i wy jesteście zadowoleni z mojego fanfiction ^.^ Jak myślicie, czy Rita ma więcej twarzy niż jedną? Czy się zrechabuilituje? Czy Marcy poczuje coś do Jasia i jej chłodne serce zmięknie? I jak to się ma do tego całego Camila? A Adam? A tak btw to gdzie jest Rose?! Przekonacie się już w niedzielę ;)
Tymczasem ja się z wami żegnam, zapraszam do komentowania i głosowania w ankiecie. I pytanie do was wszystkich. Co powiecię na specjalną zakładkę na wasze pytania i moje odpowiedzi? Piszcie, bo jestem meega ciekawa ;3
Bayooo
środa, 15 kwietnia 2015
Rozdział 7
,,Po prostu wolałbym być księciem. Tym bardziej, że księżniczką jest Marcy..."
Z perspektywy Jasia: Obróciłem się na pięcie lekko zawiedziony. Zauważyłem, że kilka kroków dalej ode mnie stoi Marcela z założonymi rękami i uśmiechała się cwaniacko. Podszedłem do niej i aby anulować wszystkie oznaki mojego smutku
-Gratuluję ci wspaniałej roli, Marcy - powiedziałem zwracając szczególną uwagę na to jak wypowiadam jej imię.
-Dziękuję- odparła bardzo dumnie, jeszcze poszerzając cwany uśmiech. Jej idealne kości policzkowe było teraz doskonale widać.- Shyaer czuje się chyba jakby to ona tańczyła księżniczkę... Spojrzeliśmy oboje na Shyaer, która była cała w skowronkach. Staliśmy tak chwilę uśmiechnięci. Wtedy do Marcy przyszedł jakiś gość. Był ode mnie pół głowy wyższy miał karmelowe włosy i wyglądał jakby pracował w telewizji. Chwycił ją za dłonie i uśmiechną się ukazując białe zęby .I ona do niego Wtedy to zauważyłem. Widać było, że ona go uwielbia! Ja się jaram jak dzieciak gdy się do mnie uśmiecha. Mi się wydaje że już nie wiadomo co a ona się ze mnie nabija z wyższością. A do niego uśmiecha się jak? Jak księżniczka z bajki. Co za porypana bajka!?
Z perspektywy Marcy:
- Chodź pani Jully kazała nam ćwiczyć w salce obok.-Powiedział Adam.
Był jak prawdziwy książe z bajki. Miły, troskliwy. Szczerze? Inaczej go sobie wyobrażałam. Wolę niegrzecznych chłopców. Nie jestem Rose. Adam miał ze sobą teczkę wypchaną po brzegi kartkami. Pokazał mi na swoim laptopie jak to ma wszystko wyglądać. Potem wziął mnie delikatnie za rękę. Włączył muzykę i zaczęliśmy ćwiczyć.Tańczyliśmy do ,,Thinking of Loud"- Ed Sheeran. Nasz układ w niczym nie był podobny do teledysku, który ze strony tanecznej był fenomenalny. Na razie z jednej nogi na drugą. Potem obrót. Twarzą do widowni. Yhym. Pojmowałam wszystko. To było mega proste i nie wiem czemu on robił jakby było inaczej. Co jakiś czas spoglądał na mnie ze zdziwieniem mrużąc oczy. Po półgodzinie ćwiczenia powiedział:
-Wiesz co? Może pójdziemy coś zjeść? A może na koktajl w kafejce obok?
-Okej, rzeczywiście przydałaby się jakaś przerwa. Wyszliśmy. Zaraz obok znajdowała się kawiarnio-lodziarnia więc weszliśmy do środka i zamówiliśmy dwa koktajle. Ja wybrałam kokosowy, a on truskawkowy z bitą śmietaną. Tyle mi wystarczy żeby wiedzieć kim jest. Wybrał koktajl z bitą śmietaną- chce zachowywać się jak gwiazdor i podbić moje serce. Wydaje mu się ,że jestem o wiele wiele słabsza w tym co robię. Myli się. Wypiłam może pół koktajlu. Adam pytał mnie o różne głupoty ale mnie to zwisa i powiewa. Nagle mruknął coś że musi lecieć wróci do mnie za chwilę i żebym poszła ćwiczyć. Wyszłam z kawiarni i weszłam do budynku, w którym zawsze mamy zajęcia tańca. Zajrzałam do salki obok. Tamta grupa już kończyła. Gdy wróciłam do salki zdałam sobie sprawę że nie mam z kim zatańczyć tego kawałka. No super. Włączyłam więc na magnetofonie swoją płytę i zaczęłam ćwiczyć układ do instruktorki. Powtarzałam już siódmy raz ten sam moment a wciąż mnie mogłam się wyrobić. Tańczyłam tak w sali pełnej luster. Chyba mam do tego za gruby tyłek. Nagle nagranie przeskoczyło na ten wolny kawałek z Adamem. Westchnęłam ciężko. Już któryś raz się to zdarza. Stary magnetofon. Nagle poczułam czyjś ciepły dotyk na ramieniu. Obrócił mnie. Spojrzałam na niego. To był Jasiek. Nic jednak nie odpowiedziałam. On tylko wyszeptał:
-Daj mi szansę
-Dam ci coś więcej- odpowiedziałam nie wiedząc co robię.
*****************************************************************
Jest siódmy rozdział!! Sorry że taki krótki .Jak myślicie jak zareaguje Jaś na śmiałą odpowiedź Marcy? Co na to Adam? Czy Jaś pogodzi się z porażką czy będzie zrzerać go zazdrość? Czy przedstawienie na pewno się odbędzie? Odpowiedzi na takie i inne pytania dostaniecie w kolejnym rozdziale już w piątek ;3
I oczywiście obiecane pozdrowionka dla Paulinki ;** no i dla Anki oczywiście bo się fochnie ;) Zapraszam do komentowania!!
Z perspektywy Jasia: Obróciłem się na pięcie lekko zawiedziony. Zauważyłem, że kilka kroków dalej ode mnie stoi Marcela z założonymi rękami i uśmiechała się cwaniacko. Podszedłem do niej i aby anulować wszystkie oznaki mojego smutku
-Gratuluję ci wspaniałej roli, Marcy - powiedziałem zwracając szczególną uwagę na to jak wypowiadam jej imię.
-Dziękuję- odparła bardzo dumnie, jeszcze poszerzając cwany uśmiech. Jej idealne kości policzkowe było teraz doskonale widać.- Shyaer czuje się chyba jakby to ona tańczyła księżniczkę... Spojrzeliśmy oboje na Shyaer, która była cała w skowronkach. Staliśmy tak chwilę uśmiechnięci. Wtedy do Marcy przyszedł jakiś gość. Był ode mnie pół głowy wyższy miał karmelowe włosy i wyglądał jakby pracował w telewizji. Chwycił ją za dłonie i uśmiechną się ukazując białe zęby .I ona do niego Wtedy to zauważyłem. Widać było, że ona go uwielbia! Ja się jaram jak dzieciak gdy się do mnie uśmiecha. Mi się wydaje że już nie wiadomo co a ona się ze mnie nabija z wyższością. A do niego uśmiecha się jak? Jak księżniczka z bajki. Co za porypana bajka!?
Z perspektywy Marcy:
- Chodź pani Jully kazała nam ćwiczyć w salce obok.-Powiedział Adam.
Był jak prawdziwy książe z bajki. Miły, troskliwy. Szczerze? Inaczej go sobie wyobrażałam. Wolę niegrzecznych chłopców. Nie jestem Rose. Adam miał ze sobą teczkę wypchaną po brzegi kartkami. Pokazał mi na swoim laptopie jak to ma wszystko wyglądać. Potem wziął mnie delikatnie za rękę. Włączył muzykę i zaczęliśmy ćwiczyć.Tańczyliśmy do ,,Thinking of Loud"- Ed Sheeran. Nasz układ w niczym nie był podobny do teledysku, który ze strony tanecznej był fenomenalny. Na razie z jednej nogi na drugą. Potem obrót. Twarzą do widowni. Yhym. Pojmowałam wszystko. To było mega proste i nie wiem czemu on robił jakby było inaczej. Co jakiś czas spoglądał na mnie ze zdziwieniem mrużąc oczy. Po półgodzinie ćwiczenia powiedział:
-Wiesz co? Może pójdziemy coś zjeść? A może na koktajl w kafejce obok?
-Okej, rzeczywiście przydałaby się jakaś przerwa. Wyszliśmy. Zaraz obok znajdowała się kawiarnio-lodziarnia więc weszliśmy do środka i zamówiliśmy dwa koktajle. Ja wybrałam kokosowy, a on truskawkowy z bitą śmietaną. Tyle mi wystarczy żeby wiedzieć kim jest. Wybrał koktajl z bitą śmietaną- chce zachowywać się jak gwiazdor i podbić moje serce. Wydaje mu się ,że jestem o wiele wiele słabsza w tym co robię. Myli się. Wypiłam może pół koktajlu. Adam pytał mnie o różne głupoty ale mnie to zwisa i powiewa. Nagle mruknął coś że musi lecieć wróci do mnie za chwilę i żebym poszła ćwiczyć. Wyszłam z kawiarni i weszłam do budynku, w którym zawsze mamy zajęcia tańca. Zajrzałam do salki obok. Tamta grupa już kończyła. Gdy wróciłam do salki zdałam sobie sprawę że nie mam z kim zatańczyć tego kawałka. No super. Włączyłam więc na magnetofonie swoją płytę i zaczęłam ćwiczyć układ do instruktorki. Powtarzałam już siódmy raz ten sam moment a wciąż mnie mogłam się wyrobić. Tańczyłam tak w sali pełnej luster. Chyba mam do tego za gruby tyłek. Nagle nagranie przeskoczyło na ten wolny kawałek z Adamem. Westchnęłam ciężko. Już któryś raz się to zdarza. Stary magnetofon. Nagle poczułam czyjś ciepły dotyk na ramieniu. Obrócił mnie. Spojrzałam na niego. To był Jasiek. Nic jednak nie odpowiedziałam. On tylko wyszeptał:
-Daj mi szansę
-Dam ci coś więcej- odpowiedziałam nie wiedząc co robię.
*****************************************************************
Jest siódmy rozdział!! Sorry że taki krótki .Jak myślicie jak zareaguje Jaś na śmiałą odpowiedź Marcy? Co na to Adam? Czy Jaś pogodzi się z porażką czy będzie zrzerać go zazdrość? Czy przedstawienie na pewno się odbędzie? Odpowiedzi na takie i inne pytania dostaniecie w kolejnym rozdziale już w piątek ;3
I oczywiście obiecane pozdrowionka dla Paulinki ;** no i dla Anki oczywiście bo się fochnie ;) Zapraszam do komentowania!!
niedziela, 12 kwietnia 2015
Rozdział 6
,,Wiedziałem jednak, że dziś jest mój dzień i to ja zatańczę w roli księcia."
Z perspektywy Jasia:
Poszedłem się przebrać. Ciekawe , kto zatańczy moją księżniczkę? Wyobrażałem sobie jak patrzę głęboko w jej duże,czekoladowe oczy. No, o ile byłyby czekoladowe. Nie obstawiałem nikogo, bo prawdopodobnie wybiorą kogoś z tamtej grupy, a dotąd nigdy nie łączono grup. Moja jest początkująca, a tamta zaawansowana.
-Jaaaasiek, ile można?!- usłyszałem głos Adrianny dochodzący z korytarza. Szybkim ruchem zawiązałem tenisówki i wszedłem na salę. Jeździłem wzrokiem po sali w poszukiwaniu znanych mi twarzy w równoległej grupie. Mój wzrok zatrzymał się na Marcelinie, która najwyraźniej zauważyła mnie wcześniej, ale udawała że mnie nie widzi. Instruktorka chrząknęła, uciszając nas.
-Słuchajcie, jest was dużo więc macie się skupić. Nie chce mi się czytać tego wszystkiego od nowa, więc wywieszam tu listę i każdy sobie przeczyta.
Wszyscy zaczęli gadać i przepychać się jak najbliżej listy. Jakimś cudem przedarłem się przez tłum. Nigdzie nie mogłem znaleźć mojego nazwiska, ale w oczy rzucił mi się napis ,,Marcelina.E -Księżniczka"
Szczerze? Byłem zadowolony. I chyba każdy kto na mnie patrzył mógł to dostrzec w moim małym uśmieszku. Jeżeli zagram księcia to będę miał niezłą księżniczkę. W końcu znalazłem moje imię na liście. ,,Jan.D- para zaproszonych gości z Shyaer" Obejrzałem się za siebie. Shyaer widocznie się cieszyła. Przez moje ciało przeszedł dreszcz. Byłem zawiedziony, ale próbowałem się uśmiechać. Ciekawe kto jest księciem. Shyer już chwaliła się koleżankom z jakim to super tancerzem tańczy. To nie jest tak, że ja jej nie lubię. Po prostu wolałbym być księciem. Tym bardziej, że księżniczką jest Marcy...
Z perspektywy Rity:
Padłam twarzą w poduszki. Moje serce powoli wracało do normalnego rytmu. Obróciłam się na plecy, by nabrać powietrza. Łzy popłynęły z moich oczu. Serce znów łomotało jak szalone. Beznadzieja. A ja tak bardzo chciałam się zaprzyjaźnić. Tym bardziej , że on mi się tak szalenie podobał. Przeleżałam wgapiona w sufit przez dobre parę minut. Mój mózg przez chwilę układał wszystko w kolejności, tak by ułożyć jakiś sensowny plan.
-Rita - powiedziałam sama do siebie półgłosem.- wszystko się ułoży, pod jednym warunkiem- przełknęłam ślinę- że będziesz zadziorna. Potem on sam do ciebie przyjdzie.
---------------------
Hej, sorry że tak późno, ale jest 6 rozdział!
Piszcie co ma być w następnym rozdziale bo coś pomysłu nie mam ;P
Komentujcie bo jestem w luj ciekawa co sądzicie o moim opowiadaniu :3
I tak, zmieniłam trochę wygląd bloga, i po prawej jest ankieta taka dosyć istotna...
To by było na tyle czeeść ;**
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)