piątek, 3 kwietnia 2015

Rozdział 2

Z perspektywy Jasia: Zaraz po dzwonku wybiegłem na W-F. Całą lekcję gadałem z Ritą. Spoko z niej gościówa, opowiedziała mi dużo o tej szkole. Mówiła, że mam się zastrzegać Marceliny i Rose bo to się może źle skończyć. Nie wiem dlaczego bo Marcela wydaje się jak narazie dosyć bystra. Ma ładne oczy. Nie wytuszowane bez cieni. Jakieś takie...ładne. Rosalia jest taka niewinna. Nie sądzę by były złe. Po lekcji podeszłem do nich by zapytać gdzie mamy szatnie. Rose miło odpowiedziała i uśmiechnęła się, a Marcy jej zawtórowała. Nie mogą być złe. Zanim poszedłem do szatni wstąpiłem jeszcze do łazienki. Spojrzałem w lustro. Nie, napewno na lekcji nie śmiały się ze mnie. Idąc w stronę szatni, mijając szatnie dziewczyn usłyszałem jakieś śmuechy. Szydercze śmiechy. Przeważał piskliwy głos Rose. Nagle usłyszałem ,,No brawo, brawo życzę szczęścia" po czym dobitniejszą odpowiedź Rity ,, Ja przynajmniej nie daję dupy na każdej imprezie". Uchyliłem delikatnie drzwi by zobaczyć co się tam dzieje. I to był błąd. Dziewczyny zaczęły piszczeć w niebogłosy. Marcy pobiegła natychmiast po nauczycielkę W-Fu, która wpisała mi uwagę. No nieźle. Mam poczucie, że Marcela zrobiła to specjalnie. Ale z drugiej strony, miała prawo, a ja głupi nie pomyślałem najpierw. Acha. Człowiek całą lekcje zdobywa przyjaciela, a w dwie sekundy zyskuje czternaście, zafukanych wrogów.

3 komentarze: