Strony

niedziela, 26 kwietnia 2015

Rozdział 12

,,Słyszałam w moich uszach tylko głuchy szum. Adam  już nie żyje. "
Z perspektywy Jasia:
Dzisiejszy dzień nie ma nic wspólnego z realnością. Wszyscy się biją, kłócą, poniżają, uciekają z lekcji a ta ciulowa szkoła patrzy na to wszystko przez palce. Leżałem patrząc w głuchą pustkę przede mną. Ciekawe czy ktoś teraz też tak leży i też tak pusto ma w głowie i taki sam smutek odwiedza go nie wiadomo skąd. Mam złe przeczucia. Usłyszałem sygnał SMSa.
Rita: Przyjdź dzisiaj do mnie. Proszę
Nie wiem co mnie wzięło, ale zerwałem się jak na powódź. Wyciągnąłem plecak, i wrzuciłem tam paczkę chusteczek. Wziąłem laptopa i pudełko lodów. Leciałem jak na złamanie karku. Gdy wszedłem do jej domu byłem cały czerwony i zdyszany. Lecz gdy tylko spojrzałem na Ritę zapytałem:
-Co się do cholery stało?!
Była cała opuchnięta, podrapana i pobita. Nic nie odpowiedziała. Podszedłem bliżej i przytuliłem ją delikatnie.
-Chodź, opowiesz mi wszystko od początku.
Spojrzałem na zegarek. Dziś zajęcia zaczynam godzinę później niż Marcy i Adam więc mam jeszcze dużo czasu. Rita wszystko mi opowiedziała ze szczegółami. Potem otworzyliśmy pudełko lodów. Widziałem jak na jej twarzy pojawia się uśmiech. Miałem ochotę skakać z radości z tego powodu. Nagle dostałem kolejną wiadomość
Marcela:
Przyjdź pod kawiarnię Bublegum. Teraz.
-Rita, przepraszam cię, muszę iść, ale już dzwonię po Camila, żeby do ciebie przyszedł. Możesz brać wszystko z mojej torby.
-Dziękuję, nie musisz dzwonić po Camila.
Wyszedłem. W drodze do Bublegum dzwoniłem do Camila. Kiedy byłem już blisko zobaczyłem Marcy, która darła się na jakiegoś faceta
-Czy ty jesteś panie ślepy czy jakiś niedorobiony?! Jak można nie zauważyć człowieka na jezdni?! Kto dał takiemu bencwałowi prawo jazdy?! Chyba drugi taki filozof drogowy!- Wrzeszczała na zdezorientowanego kierowcę. Gość już chciał ją uderzyć, ale ona kopnęła go w krocze. Facet zgiął się w pół i upadł na ziemię a Marcy podeszła do mnie dumnie.
-Chodź do Bublegum'a. Opowiem ci wszystko
Weszliśmy i zamówiliśmy po pucharku lodów i usiedliśmy na błękitnej kanapie w rogu sali. Po kilku minutach milczenia Marcela powiedziała: -
Widzisz, Adam nie żyje- mało co się nie udławiłem.
Marcy nerwowo bawiła się łyżeczką. Moje serce zabiło mocniej. Miałem ochotę zawyć z radości, ale widziałem że w oczach Marcy pojawiły się łzy. Przytuliłem ją mocno do siebie. }
-Powiemy instruktorom?- wymruczałem
-Tak, ale jakby co ja nie byłam w to zamieszana. Już i tak mam do czynienia z policją. - powiedziała zmęczonym głosem- Może przyjdziesz do mnie na wieczór? Mam wolny dom przez cały wekeend- wymruczała owijając sobie na palec kosmyk moich włosów. Kocham gdy to robi.
Nagle coś jakby mnie obudziło mnie z transu. A Rita? Nie mogę jej zostawić samej. Ale z drugiej strony... u niej jest Camil i za jakiś czas będą jej rodzice. Delikatnie pocałowałem jej wargi. Uśmiechnąłem się cwaniacko.
-Ach ty mój książe- odpowiedziała po czym pocałowałem ją jeszcze raz.
Szliśmy w stronę szkoły tańca udając smutnych. Dlaczego? Nie wiem! Jestem najszczęśliwszym facetem pod słońcem. Tańczę z Marcy! Gdy tylko przestąpliliśmy próg szkoły tańca zobaczyliśmy dyrektorkę.
-Prosze pani bo jest taka sprawa... Dostaliśmy informacje że Adam nie żyje.- Dyrektorka zrobiła wielkie oczy i złapała się za serce. Zemdlała na szczęście złapałem ją, nim upadła. Po chwili gdy odzyskała przytomność zapytała:
-To kto teraz Marcysiu zagra twojego księcia? Jutro wieczorem występ a kto nauczy się tego wszystkiego tak szybko?
-Ja umiem ten układ psze pani- mruknąłem na co dyrka przyjrzała mi się bliżej.
-Hmmm, no dobrze niech ci będzie. Wyszliśmy z budynku ciesząc się jak głupi. Gdy przekroczyłem próg domu Marcy pierwsze co zauważyłem to jej bieliznę pod drzwiami łazienki. Odsunęła ją nogą, wyraźnie zawstydzona. JWygrzebała z torby płytę z piosenką. Włączyła ją, po czym ująłem delikatnie jej rękę . Drugą swoją rękę położyłem na jej talii. Po kilku minutach tańca Marcy zatrzymała płytę i powiedziała.
-Okej teraz połóż obydwie ręce na mojej talii.- Wykonałem jej polecenie przy okazji ściskając jej tyłek. Spojrzała na mnie
-Skup się, Jasiek. Wzięła moje dłonie ze swojej talii i zrobiła szpagat. Nadal trzymałem ją za ręce. -Teraz mnie podnieś.-Powiedziała. Znów wykonałem polecenie, tym razem trzymając ręce przy sobie.
-Świetnie. - zgięła nogi, oplatając nimi moje plecy.- Teraz trochę mnie opuść- zrobiłem to najdelikatniej jak mogłem. Po chwili położyła obie dłonie na mojej szyji. Okręciła się najpierw w jedną stronę potem w drugą lekka jak piórko. Rzuciłem ją na leżącą obok kanapę. Nie słysząc słowa sprzeciwu zacząłem całować ją po szyji.
****************************
Witam witam!
Jest 12 rozdział. Jak zwykle lekko spóźnony. No ale cóż...
Zapraszam na aska: http://ask.fm/AgacjaaS
I piszcie co myślicie o tym wszystkim. Czy jaś pomoże Marcy czy tylko ja wkurzy? A co jeśli w ostatniej chwili wszystko się załamie jak słaba konstrukcja.... ?
Piszcie, pytajcie, oceniajcie, i bierzcie udział w ankiecie
Yo ;*

4 komentarze:

  1. Ten komentarz został usunięty przez administratora bloga.

    OdpowiedzUsuń
  2. Ja wale. Się porobiło. Dobrze, że Jaś jest przy Marcy i ją wspiera.
    Wydaje mi się, że Janek pomoże Marcy. I, że się ta "konstrukcja" nie załamie.

    Pozdrawiam mordko i zapraszam do mnie <3

    OdpowiedzUsuń
  3. Ciekawe co będzie dalej ?
    Rozdział mega :)
    Pozdrawiam ^^

    OdpowiedzUsuń