,,-Idź stąd. Rujnujesz mi życie- burknął, a moje oczy zaszły mgłą"
Z perspektywy Jasia:
Padłem na łóżko . Jak mogłem się tak pomylić. Chciały mnie tylko wykorzystać. Ta szkoła jest jakaś popieprzona. To połączenie burdelu, czarnego rynku i obozu koncentracyjnego. Wszystko w jednym. A nauczyciela mają ponakładane klapki na oczach. Z resztą ja też. Co ja w tej Marcy widziałem? Wszyscy w tej zasranej szkole to wariaci i kłamcy. Wtuliłem twarz w poduszki i mocniej zacisnąłem pięści. Miałem ochotę teraz okładać nimi poduszki. A ja głupi tak im ufałem. Tępa pała ze mnie Kilka godzin wcześniej: Przechodziłem właśnie korytarzem szkolnym. Sam jak palec. Miałem po dziórki w nosie tej całej Rity. Postanowiłem wziąć się w garść i przeprosić Marcy. Szukałem jej dobre pare minut aż w końcu znalazłem ją obok szatni. Stała tam z jakimiś dresami Od razu wyczaiłem, że chce im przekazać coś w tajemnicy. Tu koło szatni ciągnie się dość szeroki korytarz pełen alejek znajdujący się praktycznie w piwnicy. Można się domyśleć że to ulubione miejsce rozgrywania bójek i kłutni, spisywania lekcji, sprzedaży papierosów, całowania po kątach i innych nie dozwolonych na terenie szkoły rzeczy. A temu wszystkiemu sprzyja to, że nauczyciele nigdy tu nie chodzą. Wsłuchałem się więc w rozmowę Marcy, ukryty za beżowym filarem
-Gdy będzie wracać ze szkoły zaczniecie ją kopać, a potem uciekacie, dobra?- szeptała
- Dobra, ale co ona ci takiego zrobiła?- zapytał jeden z dresów
-Chciała zaszkodzić mnie i Jaśkowi ale wy nic nie wiecie jasne?- warknęła cicho Marcy i wręczyła jednemu z nich 40 złotych.
Moje serce zabiło mocniej. Coś grozi Ricie. Uciekłem jak najszybciej się sało. Znalazłem ją na korytarzu więc wychrypiałem zdyszany
-Dresy. Oni chcą ci zrobić krzywdę. Zadzwonię do moich rozdziców, żeby zabrali cię ze szkoły. Za żadne skarby nie wychodź sama do domu
- Zrujnowałam ci życie a teraz chcesz mi pomóc? No błagam cię, jesteś żałosny. Wymyśliłeś to sobie, żeby nadrobić braki troski. A potem i tak pogonisz za Marcy. Ona jest przeciez pępkiem świata. Daruj sobie- powiedziała najspokojniej w świecie i poszła w stronę drzwi.
Teraz zrozumiałem że ma rację. Muszę postawić ją na równi z Marcy. Na równi z Rose. Nagle ktoś zapukał do drzwi. Podszedłem do lustra i skrzywiłem się na widok swojej czerwonej twarzy i roztrzepanych włosów. Otworzyłem drzwi. Moim oczom ukazała się Rita.
-Musimy pogadać- mruknęła
Wpuściłem ją do domu.
- Słuchaj. Doskonale cię rozumiem po co te obawy o mnie. Czy jakieś dresy miały mnie kopać w drodze do domu?- zapytała Rita
-Tak, właśnie miałem pytać czy nic ci nie jest.
- Widzisz to nie mnie mieli kopać. Tylko Carmelię. Widziałam jak ją zaatakowali w drodze do domu. Mogę się teraz domyślić, kto ich nasłał.
- Widzisz, Rita...- nie pozwoliła mi dokończyć
- Zastanawia mnie jedno. Dlaczego sądzisz, że Marcy chciała nasłać ich na mnie? W moim gardle pojawiła się gula papieru.
W pokoju panował półmrok, a na zewnątrz zaczynał kropić deszcz. Jedna mała lampka oświetlała pomieszczenie.
-Widzisz, jej się chyba wydaje, że chcesz ją ode mnie odepchnąć.
-Ale przecież ona też jest twoją koleżanką, powinna cię wspierać.
-Tia widzisz.- wachałen się przez chwilę. Powiedzieć jej? Może powinienem jej zaufać, dać szansę? -Zaufaj mi, nikomu o niczym nie powiem- mruknęła, a ja poczułem jakby czytała mi w myślach.
- Myślę że jako moja przyjaciółka powinnaś to wiedzieć. Marcy jest dla mnie kimś więcej niż przyjaciółką. - widziałem jak nerwowo przegryza wargę
- Tym bardziej uważam, że powinna cię wspierać. Miłość to nie pluszowy miś ani kwiaty. To też nie diabeł rogaty ani miłość kiedy jedno płacze a drugie po nim skacze- zanuciła cytat Rita.
Nagle poczułem że popełniłem błąd zostawiając ją samą. Miałem ochotę usiąść koło Marcy i tulić ją puki wszystko się nie wyjaśni.
-Tyle że to ja teraz powinienem ją wspierać.
- No to na co czekasz? Biegnij do niej- odparła Rita .
W błyskawicznym tempie ubrałem kurtkę i buty. Wziąłem też portfel i parasol i wybiegłem z domu. Burza rozpętała się na dobre. Lało jak z cebra. Ale niewiele sobie z tego robiąc leciałem do niej jak durny. Po drodze wstąpiłem do kwiaciarni i kupiłem jej bukiet różnokolorowych róż. Gdy cały przemoczony otworzyłem drzwi jej domu zaparło mi dech w piersi. W salonie stała Carmelia a naprzeciwko niej Marcy. Nawet nie zwróciły uwagi gdy wszedłem. Schowałem bikiet w przedpokoju i nasłuchiwałem.
-Nasłałaś ich na mnie ty pojebana suko! - wrzeszczała Carmelia na cały głos
-O czym ty mówisz?! Nikogo na ciebie nie nasyłałam!- dzielnie broniła się Marcy
-Znam tych szczylów nie od dziś, przejrzałam cię na wylot. Zobaczysz, pożałujesz. Już ja powiem swoim rodzicom . Skończysz w więzieniu. Zobaczysz- groziła jej Carmelia
- Ty nie masz rodziców- burknęła Marcy
-Co ty tam wiesz!? Nie twoja sprawa! Czep się swojej patologi ty zasrana kurwo! - darła się zrospaczona Carmelia
- Policja już wie o tym że pobiłaś Ritę!- Marcy wprowadzała coraz mocniejsze argumenty
- Mam w dupie policje!
- To wypierdalaj z mojego domu, wrzasnęła Marcy dając jej do zrozumienia że jest na przegranej pozycji
-Nigdzie się z tąd nie ruszę puki ty Rita i ten cały Jasiek nie traficie za kraty!
-To jest mój dom i ja decyduje czy tu będziesz siedzieć czy nie! Carmelia zamachnęła się i już chciała ją uderzyć, ale szybko popchnąłem ją na ziemię. Była cała czerwona i zapłakana. Do tego jechało od niej alkocholem.
-Ty! To jeden z tych twoich służących?! Ooo ja mu pokażę. Uderzyła mnie z całej siły łokciem w piszczel. Mało co nie straciłem przytomności. W pokoju było prawie ciemno i bardzo duszno. Do tego wszystko wkoło Carmelii śmierdziało wódką i papierosami. Zachwiałem się i przez sekundę próbowałem złapać równowagę. Carmelia podniosła się i wzięła porcelanowy wazon ze stolika. Zamachnęła się, aby mnie uderzyć w głowę. Nie mogłem złapać oddechu i wszystko dwoiło mi się w oczach.
Poczułem słodki smak w ustach. . Unosił się w nim zapach alkocholu i papierosów. Carmelia już chciała mnie uderzyć, gdy nagle Marcy uderzyła ją drążkiem z odkurzacza w głowę. Carmelia upadła na ziemię. Marcy włączyła światło i otworzyła okna. Następnie zaczęła zbierać kawałki potłuczinego szkła z podłogi. Położyła nieprzytomną Carmelię na sofie i przykryła kocem.
-Niech trzeźwieje- mruknęła Marcy. Potem usiedliśmy na blacie w kuchni próbując uświadomić sobie co się właśnie stało. Nagle przypomniałem sobie o kwiatach. Pobiegłem do przedpokoju i wyciągnąłem z niej lekko zwiędnięte róże. Schowałem je za plecami trzymając mocno w prawej ręce. Znów przysiadłem obok Marcy. Objąłem ją ramieniem i mruknąłem jej do ucha
-Przepraszam
Ona wtuliła twarz w moją dresową bluzę spojrzała na mnie a następnie pocałowała mnie w policzek. W tym samym momencie podsunąłem jej pod nos kwiaty, na widok których uśmiechnęła się szeroko -Dziękuję- powiedziała odgarniając z twarzy czarny kosmyk włosów. Zeskoczyła z blatu i wstawiła kwiaty do wazoniku. Gdy się obróciła stałem tuż za nią
-Mogę cię pocałować- ponowiłem pytanie z przeszłości
-Wybaczam- mruknęła wtapiając się w moje wargi.
*************************
Mamy 15 rozdział.
Usuwał mi się jakieś 7 razy, dlatego własnie pojawił się tak późno.
Piszę sobie tak ten rozdział słuchając piosenki ,,Crazy in Love" z 50 twarzy Greya i tak sobie myślę... A gdyby tak ich wszystkich pogodzić?
Stawiam wam pytanie. W jakim świetle Wy widzicie tych bohaterów. Proszę was aby każdy z was pisał komentarz, bo wtedy mogę sprawić by to ff było lepsze.
Zapraszam na aska ;** :http://ask.fm/AgacjaaS
Pierwsza ^^ Super rozdział *.*
OdpowiedzUsuńSuper rozdział.
OdpowiedzUsuńJestem w szoku, te wszystkie wydarzenia. Słów mi brak żeby to opisać. Bardzo się cieszę, że Janek przeprosił dziewczynę.
A co do Twojego pytania, można by ich pogodzić. Byłoby tak radośnie i spokojnie.
Pozdrawiam mordko i weny życzę <3
Super rozdział:)
OdpowiedzUsuńhttp://przez-muzyke-do-serca.blogspot.com/?m=1 <=== jesli lubisz czytac to zapraszam :>
OdpowiedzUsuńŚwietny rozdział ;*
OdpowiedzUsuń